Coraz bliżej Święta…

Słyszycie już dzwoneczki?
Mariah Carey naparza z odbiorników?
Wyczekujecie świątecznych reklam?… hmmm, czy tylko ja tak mam?

Tak kochani już za 35 dni święta…
Czas zasuwa jak szalony, więc najwyższy czas poczynić przygotowania…

Chociaż tegoroczne święta będą dla Nas wyjątkowo trudne, próbuję wykrzesać
z siebie jak najwięcej mocy, aby moje chłopaki poczuły trochę magii, w którą tak bardzo wierzą…. zresztą ta cała przedświąteczna bieganina robi lepiej i na Nasze, dorosłe głowy…

Nie wiem jak Wasze przygotowania do świąt, ale Frycek już od 2 tygodni ma przygotowany list do Mikołaja… namówił mnie na przytarganie z piwnicznych otchłani dekoracji świątecznych… i tym sposobem mamy już pozawieszane światełka, ulokowaliśmy kilka świątecznych kurzołapów, regularnie napawamy się zapachem świec cynamonowych… i kończę powoli kalendarz adwentowy… punkt obowiązkowy u Wrzosków.

Jako, że mnie poniosło to umyłam też okna… nie dlatego, że tak trzeba… że Jezusek się obrazi, jeśli tego nie zrobię… ale dlatego, że zamierzam je „wybrudzić”… czyli tak moi mili, powstaną malowidła, które będą fajną i niskobudżetową dekoracją świąteczną.

Lubimy w ten sposób przystrajać okna, lustra i inne powierzchnie płaskie… jest to szybkie i proste w wykonaniu, nie wymaga umiejętności, nie zagraca przestrzeni, nie łapie kurzu, wygląda zacnie… nic tylko tworzyć…

Do rysunków używam markera kredowego, którego bardzo łatwo można zmyć. Markery występuję w różnych kolorach… ja korzystam z białego, jako alternatywny dla śniegu w spreju, którego nie lubię, bo się obsypuje…


Technika wykonania – dowolna… można rysować z głowy, można skorzystać
z gotowych szablonów albo z drugiej strony okna przykleić rysunek i go odrysować… a co będzie przedstawiać wasze dzieło to już kwestia waszej wyobraźni… nie ma się co spinać, nie musi być perfekcyjnie… ma być po Waszemu…. to co spróbujecie???


Jeśli macie czas i ochotę to przypomnę, jeszcze zamierzchły post o zrobieniu papierowej gwiazdy, która też fajnie wygląda jako dekoracja okienna…. zerknij
o TUTAJ

Dopełnieniem świątecznego klimatu… taką wisienką na świątecznym torcie będzie choinka, która stanie u Nas na początku grudnia… a potem już tylko pieczenie pierników i innych smaczków.


Lubimy jak pachnie w domu ciasteczkami, więc pieczemy namiętnie i pochłaniamy… nie licząc kalorii, bo kto by to robił w tak pysznym okresie?!

Maślane renifery
Beza
Brownie
Praliny

Mamy też w kalendarzu adwentowym zadanie, aby przygotować coś słodkiego najbliższym… mamy przy tym spory ubaw, więc pielęgnujemy tą tradycję…

Pierniczki
Czekołyżeczki
Likierek

A jak u Was wyglądają przygotowania? Już działacie? Czy uważacie, że to zdecydowanie za wcześnie?

Podrzućcie swoje poczynania, niech będą inspiracją dla mnie i dla innych…

Cukierek albo psikus

Zbliża się wielkimi krokami strasznie lubiany przez dzieci (ale i posiadających odrobinę dystansu oraz poczucia humoru starych) czas… Halloween!!!

Nie jakieś tam pogańskie obrzędy, tylko zabawa… jak andrzejki, czy inne bale kostiumowe… z lekką nutką upiorności.

Jak obiecałam, tak przybywam… z pomysłami na szybką dekorację i czymś na ząb…
Z czeluści dysku pamięci wygrzebałam coś, co sama kiedyś robiłam inspirując się tym co znalazłam w necie.

Nie da się ukryć, że mroczną atmosferę robią dekoracje… gotowce dostaniecie za nieduży hajsik niemal w każdym sklepie… pajęczyny, czachy, dynie… co wyboru, do koloru…

U mnie przodują czachy… zresztą nie tylko przy okazji Halloween…

Kiedy sobie coś ubzduram, a nie jest to odstępne drogą kupna i dodatkowo mam wenę twórczą to nożyczki idą w ruch, a palce aż skwierczą, od oparzeń klejem…

Bawiąc się w Halloween nie można zapomnieć o królowej tego dnia – Dyni.
Można powycinać różne formy albo pomalować… lub coś poprzyklejać… jaka by nie była, będzie zacna… nawet taka saute.

Bardzo chciałam, ale nie znalazłam wszystkich fotek, więc musicie uruchomić swoją wyobraźnię i zobrazować sobie co jeszcze mogłam zmajstrować… bo kto mnie zna… ten wie, jak bardzo lubię tego typu pracę.

Dekoracje, dekoracjami… ale jeść trzeba… a taki, specyficzny klimat wymaga nawiązującej do tematu uczty kulinarnej… ale jednocześnie nie musi wymagać zdolności kulinarnych.

Jestem zwolenniczką szybkiej kuchni, szkoda mi czasu na długie babranie się w kuchni…

Obowiązkową pozycją na moich imprezach… a nawet podczas każdo-weekendowego nygusowania przed TV jest deska przekąsek… szybka – bo wykładasz to co lubisz i co tam akurat lodówka ma w swojej ofercie… a żeby było bardziej creepy wystarczy dorzucić jakiegoś szkieleta, albo zrobić pikery (obrazki na wykałaczkach).

Do kawusi natomiast zawsze super sprawdzi się dobre ciacho… np. potworne paszcze wycięte z gotowego ciasta francuskiego (przekładane konfiturą) lub typowo jesienne ciasto dyniowe… ewentualnie zwykłe ciasto czekoladowe, które można przyodziać na różne sposoby… u mnie jakieś cukierkowe dynie lub ciasteczka robiące za nagrobki

A najlepsze jest to, że z części takiego ciasta możecie zrobić super smaczne cake popsy- te poniżej robiłam ostatnio w pośpiechu.

Wystarczy pokruszyć ciasto, dodać troszkę serka mascarpone i nutelli lub masła orzechowego, wymieszać (ugniatać do połączenia składników) i uformować kulki… w kulki wbić patyczek i schłodzić… w międzyczasie roztopić czekoladę w mikrofali, albo kąpieli wodnej… schłodzone kulki maczać (lub polewać) w czekoladzie i dowolnej posypce (z posypka radzę działać od razu, bo czekolada mega szybko zasycha na schłodzonych kulkach)… i ciasteczkowe lizaki gotowe…

Dobra, przyznaję jest przy tym ciut więcej roboty, niż przy upieczeniu samego ciasta, ale efekt jest bardzo zadowalający – raz nie zawsze

Strasznie fajny efekt robią wszelkiej maści mini deserki (w słoiczkach, szklaneczkach etc.), na pewno spotkaliście się z takimi przy słodkich stołach na różnych uroczystościach… ale jak ktoś nie ma ochoty robić wymyślnych kremów, brudzić sobie mikser i szpryce to polecam kolorowe galaretki… raczej wszystkim smakują, wyglądają jak gluty i mogą tworzyć upiorny klimat.

Żeby brzuszki były zadowolone wypadałoby zjeść coś ciepłego… wtedy najlepiej wrzucić coś, co zadowoli wasze osobiste kubki smakowe, a jeśli będzie się to robiło praktycznie samo, w piekarniku to +100 do zajebistości…

Z reguły ciężko jest strzelić fotkę dań na ciepło, bo wygłodniałe towarzystwo sięga szybciorem po taki „konkret”, a średnio wypada kazać im czekać, aż Pańcia to uwieczni…

U mnie kiedyś były to pałeczki z kurczaka i zapiekanka warzywno-makaronowa, ozdobione chipsami oraz parówki-mumie zawijane w ciasto francuskie.

Jak już pojedli do syta wypadałoby się napić… czy to soczek, czy drineczek można go odpowiednio odpicować, żeby wyglądał strasznie zajebiście i tak też smakował do ostatniej kropelki… dla ewentualnie oburzonych „krew” to u mnie zawsze mus truskawkowy…
jest sobota wieczór – więc puchary w dłoń…

Nie da się ukryć, że najważniejszą atrakcją podczas Halloween są słodycze. Dzieciaki już przebierają nóżkami na łupy od sąsiadów… miały jeden rok przerwy przez pandemie, więc nie mogą się doczekać… nie zdając sobie sprawy, że matka zarekwiruje część zdobyczy dla potrzeb własnych 🙂

Tych, którzy zawitają do naszych drzwi też zawsze częstujemy słodkościami… uprzednio przyprawiając ich o mikrozawał, a sąsiadkę o dodatkową Zdrowaśkę.

Jako, że Halloween to wigilia moich urodzin z reguły tego dnia świętuję z najbliższymi…
1 listopad nie nastraja do imprezowania… a w tym roku nie nastraja mnie wyjątkowo.

Tak, czy siak bawcie się dobrze… bo życie jest za krótkie, żeby bawić się źle..

HAPPY HALLOWEEN!!!!

PS. Jeśli jednak czujecie niedosyt mam dla was kilka fotek prosto z Pinteresta…

Można zrobić użytek z przedmiotów, które najpewniej macie w domu (woreczki, kubeczki jednorazowe) i w tej sposób przygotować przekąski.

Paluszki, ciasteczka lub owoce również można podać w nieco innej formie…

A z gotowego ciasta francuskiego można wyczarować potwornie wiele smacznych dziwactw.

Dziękuję – Pozdrawiam

Dyniowe Love

Mamy połowę października… jesień pełną parą…

Ja wiem, że w wielu sklepach i głowach jest już Christmas Time, ale prrr… spokojnie… jeszcze przyjdzie czas na dźwięk dzwoneczków i zapewne sama z nim do Was przybędę…

Tymczasem zjawiam się z pomysłem jeszcze typowo jesiennym, bo przecież za chwilę Halloween…
a czym jest Halloween bez dyni… każda szanująca się jesieniara dynie musi mieć!

Malowaniem i wycinaniem dyń będziemy się zajmować dopiero za kilka dni… żeby przetrwały i skutecznie tworzyły odpowiedni klimacik…

Ale jeśli macie chęci i kilka wolnych chwil proponuję przygotować dynię, która spokojnie przetrwa nawet kilka sezonów…

Sama zrobiłam kilka, które kolorystycznie wpisują się w mój zamysł na urodzinowe Halloween… może i cukierkowo, ale w tym roku kolory są mi potrzebne bardziej, niż zwykle…

Niestety nie jestem, aż tak zorganizowana, żeby przygotować Wam własny tutorial, ale TUTAJ jest idealna instrukcja jak wykonać taką dynię.

Ja tradycyjnie lubię chodzić na skróty i zamiast sklejania materiału, posłużyłam się rękawami starej bluzy (tak, nogawki, skarpetki, czy rajty tez się sprawdzą) i tym sposobem miałam gotowy tunel… wystarczyło związać koniec materiału najpierw od wewnętrznej (lewej) strony – odwrócić na prawą stronę – uzupełnić wypełnieniem ( u mnie to wkład z poduszek) – związać drugą końcówkę materiału… sznureczkiem zrobić kilka wgłębień i obwiązać końcówkę materiału tworząc ogonek (końcówkę potraktowałam klejem).

Uwielbiam takie szybkie prace, dające super efekt.

Ja, powstały ogonek ze sznurka dodatkowo wysmarowałam klejem z brokatem i dodałam złoty drucik zawinięty w sprężynkę. Uwypuklenia dyńki zrobiłam z żyłki, bo jakoś mi kolor sznurka nie współgrał z materiałem.

To naprawdę nic skomplikowanego i robi się ekspresowo.
Na pewno macie jakiś niepotrzebny ciuch… stary jasiek, też się pewnie znajdzie…
albo wata, czy skrawki materiału do wypełnienia… gwarantuję sukces i satysfakcję.

No sami zobaczcie jak to cieszy oko….
To co?… będzie robione?
Jeśli stworzycie jakieś cudeńko koniecznie podeślijcie foto w komentarzu lub wiadomości… pozachwycamy się wspólnie swoją kreatywnością 🙂

Do miłego…

Mamo, mamo coś Ci dam…

Już za chwil parę każda mama będzie obchodziła swoje święto… a pamiętać należy, aby każdy dzień święty święcić.

Ja świętuję…bo czuję ogromną wdzięczność, że mam mamę i jestem mamą… więc tradycyjnie będziemy celebrować te chwilę.

W sklepach można kupić gotowe, dedykowane dla mam prezenty, ale umówmy się… kubek z napisem „najlepsza mama na świecie” ucieszy, a nawet doprowadzi do łez świeżo upieczoną mamę, która w swojej kolekcji nie posiada jeszcze takiego gadżetu…, ale dla już „długoterminowych” mam taki prezent okaże się średnio zadowalającym i wyląduje najpewniej na tyłach szafki, tuż obok tych z poprzednich lat.

Sprawienie komuś przyjemności przez upominek, to nie jest jakaś wyższa szkoła jazdy… wystarczy znać osobę, którą planujemy obdarować prezentem, albo uważnie jej słuchać…. wtedy wpadka Wam nie grozi.

Domyślam się, że każdy dobrze zna swoją mamę… wie, czy lubi czytać książki, ma swoje ulubione kosmetyki, czy perfumy, a może lubi biżuterię i wtedy nie masz dylematu co ją uszczęśliwi. Całkiem możliwe, że wspominała ostatnio, że zepsuł jej się zegarek, czy portfel, albo zgubiła ulubioną apaszkę… cyk pyk i masz plan na idealny prezent.

Pięknym prezentem dla mamy będzie również voucher na jakiekolwiek badania, na które sama nie ma czasu, albo odwagi się wybrać.

No i kwiaty, czy słodkości to zawsze dobry pomysł

Best Mom Ever

Ja obrałam taktykę, że wielokrotnie pokazuję co bym chciała posiadać, chcąc wbić to do świadomości młodego umysłu… potem robię podchody i pytam „jak myślisz, co mamusia chciałaby dostać w prezencie?”…. i ZONK… żaden nie pamięta… jednym słowem, do niczego ta moja taktyka, więc średnio polecam… i tak jak myślicie, kończy się na tym, że najczęściej sama robię sobie prezent, nazywając prezentem „od nich”… cóż jeszcze dużo nauki przed nami.

Żeby nie było, nie jestem jakoś wysoce wymagająca… owszem, czasami chciałabym dostać gifcik, który zapiera dech w piersiach, który zeszkli gałki oczne… ale moja ulubiona czekolada i świeże kwiaty, zawsze, ale to zawsze powodują uśmiech na moim licu… uwielbiam

Radują mnie również laurki i przedszkolne robótki ręczne moich dzieci… zbieram je pieczołowicie… bo wiem, że niestety ten okres niebawem się skończy i żaden już tak ochoczo nie wykona dla mnie takiego dzieła sztuki… ale może wtedy przyjdzie czas na ponowne wprowadzenie mojej taktyki z prezentami… hmmmbędziemy to ćwiczyć.

Tak, czy inaczej… KOCHANE MAMY… nie ma znaczenia, czy dostaniecie kubek, kwiaty, czy buziaka… najważniejsze, że JESTEŚCIE!!!

Wiem, że nic nie wiem…

Wakacje dobiegają końca… Tradycyjnie fajnie było, ale się skończyło – chociaż dobrze, że w ogóle się odbyło…

Zbliża się nie tylko rok szkolny i przedszkolny (ponoć na pewno) ale i najbardziej depresyjna pora roku, która przez swoja aurę zapewne zaowocuje jakąś niemocą i gilami po pas… i oby tylko…

Przyszło nam żyć w czasach pandemii, epidemii – jeden uj…

Dla dzieci to był wręcz magiczny czas… wakacje trwały tak długo, że – jak podejrzewam nastąpi problem z utrzymaniem długopisu w ręce, a o wytrzymaniu 45min w bezruchu, na krześle to mowy nie ma…

Dla starych natomiast to pamiętny czas objęcia kolejnego, oczywiście bezpłatnego etatu na stanowisku alfy i omegi, a także okres spożywania napoi wysokoprocentowych nawet w każdy dzień powszedni… tak dla zdrowotności oczywiście.

na zdrowie

Zajebiście słodko – gorzki czas…

O ile w okresie wiosennym i letnim udało nam się uniknąć wirusa niosącego spustoszenie… bo wiadomo dni długie i wyjątkowo ciepłe, więc wit.D przysposobiona, niektórzy „najodowani”… o tyle w okresie jesiennym już tak kolorowo może nie być…

Jak zatem żyć? Co poczynić, żeby zostało jak jest? Żeby nas w pizdu nie pozamykali na kwarantanny… bo katar mamy, albo „kłaczek” smyra po gardle???

Do tej pory moja i młodzieży odporność była na dobrym poziomie, ale czort wie co się przyplątać może…. lękam się…

Bardzo nie lubimy faszerować się tabsami i szukamy naturalnych metod na wzmocnienie odporności i ewentualne walkę z czymś już nabytym.

Znamy sok z cebuli, eliksir z czosnku i cytryny… ale tylko pierworodny raczy się tym niczym szampanem piccolo (ma to po starym – zje i wypije wszystko jak dobrze zagadasz)… ja i młodzian już niekoniecznie.

Co jeszcze może nas uchronić przed tym dziadostwem???

Dajcie proszę znać mordeczki co tam trzeba poczynić, co wyhodować, zmieszać, naparzyć, żeby przetrwać i oszczędzić sobie wkurwienia podczas czatów z lekarzami.

Chętnie przygotuje jakąś nową miksturkę mając nadzieję, że się sprawdzi… a potem znowu będzie wiosna, co nie???

Trzymajcie się w cieple i zdrowiu

Wielkie odliczanie…

Chociaż klimat świąteczny jest już widoczny na każdym kroku… co mi osobiście bardzo odpowiada… do świąt jeszcze prawie miesiąc.

Niby długo, ale zleci jak z bicza strzelił… i pewnie, żeby tradycji stało się zadość na pewno nie wyrobię się z całym tym świątecznym galimatiasem.

Ale zanim spróbuje przygotować sobie grafik wszystkich tych poczynań najwyższy czas zmajstrować kalendarz adwentowy, który z całą pewnością umili nam oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę.

Do niedawna kalendarz adwentowy kojarzył się tylko z czekoladkami z okienek, które pożerane i tak były pierwszego grudnia… i tyle było z wielkiego odliczania.

Teraz takich kalendarzy jest do wyboru do koloru… z zabawkami dla dziecka, kota, psa, chomika… z klockami, kosmetykami, a nawet z trunkami (i takim bym Mikołaju nie pogardziła)

Ja od kiedy Rubson zaczął się interesować świątecznymi historyjkami zaczęłam robić kalendarz adwentowy sama. Przygotowuje 24 zadania, a wykonanie każdego nagradzam drobiazgami.  Nie wiem kto ma z tego większą frajdę… ja, czy moje pawiany?!

2015
Kalendarz adwentowy – 2015

Zadania nie muszą… a wręcz nie mogą być zbyt skomplikowane… przynajmniej               w przypadku moich chłopaków, którzy kulają się po ziemi z nudów jeśli jest to chociaż jedno zdanie złożone.

Z perspektywy czasu wiem, że wystarczy zadanie typu: zaśpiewajmy kolędę, zatańczmy do ulubionej świątecznej piosenki, dziś robimy pierniki, dziś dzień przytulasów, zróbmy ozdoby świąteczne, idziemy na sanki (spacer),  itp.

cal2016
Kalendarz adwentowy – 2016

Jak wspomniałam za każde wykonane… umówmy się… nawet na odpierdol zadanie czeka niespodzianka… może to być coś słodkiego, jakieś świąteczne gadżeciki np. skarpy, naklejki, bombeczki, figurki… co kto lubi.

cal2017
Kalendarz adwentowy – 2017

Jako, że ja lubię poparzyć się klejem na gorąco, poprzecinać nożykiem, wytarzać się        w brokacie, czy wymalować po łokcie w farbie… robię kalendarz własnymi „ręcyma”.

cal2018
Kalendarz adwentowy – 2018 rok

Ale dla tych Mam, które mają inne upodobania niż ja jest też masa innych rozwiązań… np. kalendarze z miejscem na niespodziankę dla malucha w formie kieszonek, girland     z bilecikami, domków z szufladkami…. no cuda wianki… a wszystko to w naprawdę super cenach.

Ja pomysł na tegoroczny kalendarz mam już od dawna… ale jakoś na wykonanie czasu mi brakuje… ale obiecuję uwinąć się do grudnia 🙂

Póki co mam już tyle:

cal2019
Kalendarz adwentowy – 2019 – in progress 

Także matki, ciotki, siostry i bracia… jest jeszcze chwilka… więc zróbcie dzieciom i sobie odrobinę przyjemności i przygotujcie się do wielkiego odliczania…. i koniecznie dajcie znać, czy robicie jakieś czary mary, czy idziecie na łatwiznę i kończycie na 24 czekoladkach.

Sylwester z dwójką… dzieci

Już od kilku lat żegnamy rok w swoich wrzoskowych pieleszach.

Trochę z wyboru, trochę z braku laku… 

Bale sylwestrowe już nas nie kręcą, jak dawniej… nie dość, że trzeba wydać na taką okoliczność milion monet, to jeszcze wypadałoby nienagannie wyglądać… jakiś fryz, makijaż, kreacja… i rajstopy… o kurwa rajstopy… niechęć do rajstop to wystarczający argument, żeby nie chodzić na tego typu imprezy… aaa i ten kac dnia następnego… fuck… starość nie radość.

Domóweczki?… a i owszem… ale nie z dziećmi u nogi… a oddać ich w duecie to nie lada wyzwanie.

Dlatego nie narażając dziadków, na stres ostatniego dnia roku… a znajomych na ewentualne straty materialne, pozostaje nam nasza własna domóweczka.

Ostatni dzień roku należy celebrować należycie… z dziećmi lub bez. A jako, że u nas już postanowione i do tego mam kilkuletnie doświadczenie w tego typu imprezach podzielę się z wami przepisem na udanego sylwestra z dzieciakami:

po 1. Musicie zadbać o wyżerkę!!!

Spróbuj nie nakarmić imprezowiczów i bankowo zjebią ci cały wieczór.

Musisz się więc zaopatrzyć w ulubione przekąski niziołków: chipsy, popcorn paluszki – to wiadomo, ale do tego jeszcze coś extra…  jakieś ciacho, galaretki, deserki… plus coś na ciepło…. u nas najpewniej będą to kurczaki w płatkach, które robiliśmy np.  TUTAJ  i bagieta czosnkowa – moje chłopaki uwielbiają!

Dzieciaki pojedzą – mniej fochów – lepsza impreza!

Podniebienia starszych są nieco bardziej wymagające i z tej oto okazji wjedzie sushi i inne robactwo…. i tu pojawia się u mnie już ślinotok… robaki uwielbiam!

po 2. Nawadnianie

Jako, że dzieci z dużym prawdopodobieństwem przyjmą dużą dawkę cukru, będą biegać jak szalone… bez celu… w tą i z powrotem… upoceni po grzywę… takiego osobnika należy koniecznie nawadniać. Najlepiej wodą… ale wiadomo bez soków się nie obędzie… a do tego jest sylwester więc należy się wyposażyć w napoje wyskokowe typu piccolo…. te koniecznie w kieliszkach… plastikowych – niech poczują się jak paniska.

Starszyzna rzecz jasna uraczy się lekkimi, kolorowymi drineczkami, które mają za zadanie zmienić starych w okazę spokoju… i zwyczajnie pomóc przetrwać ten wieczór.

piccolooo

W tym roku nasze trunki będziemy tuningować jadalnym brokatem… będziemy sobie wmawiać, że pijemy magiczne eliksiry, które sprawią, że 2019 będzie przezajebisty 🙂 

brokat

po 3. Dekoracje

Przecież wiecie, że u mnie to punkt obowiązkowy każdej imprezy.

Chyba już jestem zboczona pod tym względem.

Kupuje dekoracje na każdą, nawet najmniejszą okazję… a nawet bez okazji…           Ps. wynajmę piwnice do przechowywania wszystkich moich dupereli!

Wróć…

balony, girlandy, konfetti, słomeczki, kubeczki, miseczki, talerzyki i impreza gotowa. Do tego żarówka disco i pozamiatane 🙂

deko-1

W tym roku stawiamy na blichtr i splendor… złoto i srebro… dużo… wszędzie… tylko o dziwo brokatu nigdzie nie mogę dostać, bo bym się nim cała obsypała….

i błyszczała tak cały wieczór… i pewnie jeszcze kilka kolejnych dni…

Zobaczcie jakie cuda upolowałam na tegoroczną imprezkę

po 4. Stylóweczka

Jesteśmy w domu i możemy śmigać w dresach, czy piżamach… ale umówmy się, jak się trochę odpicujemy, to nie legniemy pod kocem na kanapie i nie będziemy gnić do godziny 24, żeby zaraz po tym pójść grzecznie spać.  

Możemy sobie na przykład zrobić domowy bal przebierańców, albo przyodziać inne odjechane wdzianko i szaleć odrobinę inaczej, niż zwykle.

po 5. Muzyka

No przecież, że bez tego ani rusz. W TV dla każdego coś dobrego… tak pod nóżkę akurat.

My czekamy na zapowiedziany w TVN występ Smolastego… idol pierworodnego. Wiem… powinien wyczekiwać.. nie wiem… Kwiatkowskiego, czy innego guru małolatów, no ale to dziecko jest niereformowalne –  Smolasty Rulez

Zanim zaśpiewa wydziabany, farbowany blondyn na pewno i stara znajdzie jakąś nutę dla siebie… za co z góry przepraszam sąsiadów, którzy jak my – zostaną w domach 🙂

po 6. Atrakcje

Nie wiem, jak wasze dzieciaki, ale moje nieprzyzwoicie szybko się nudzą. Zawsze…. i to wszystkim!

Dlatego, żeby przeżyć jakoś ten sylwestrowy wieczór muszę im zapewnić jakieś atrakcje.

Planuje bitwę „cieszynek Fortnite” – nie pytajcie… zobaczcie na czym to polega… będzie też konkurs z balonami, bierki z paluszków, trafianie popcornem w paszcze, pogramy w jakaś planszówkę no i tańczyć będziemy do utraty tchu.

Resztkami sił zobaczymy jak ludzie, ryzykując utratę kończyn odpalają fajerwerki… a potem wystartuje konkurs kto szybciej zaśnie… i jeśli to nie ja wygram ten konkurs, reszta nocy będzie już na zupełnym chillu…

Tak naprawdę jak spędzicie ten czas zależy tylko od was. My lubimy właśnie tak.

Najważniejsze jednak żeby razem… bez stresu…. w zdrowiu… z uśmiechami na twarzach…

Tego Wam i Sobie życzę zarówno w sylwestrową noc, jak i na wszystkie kolejne dni Nowego 2019 Roku.

Jeśli gwiazdkę z nieba chcesz…

Wpadam do was z szybkim postem…

Równie szybkim jak zrobienie tego co chciałam… ba musiałam wam pokazać.

 

gwiazdka

Taaadaaaam

Piękna gwiazda z…. torebek papierowych.

gwiazdka1

Jest jeszcze czas na dekoracje świąteczne, więc bieguniem do sklepu po torebki śniadaniowe papierowe… klej jakiś pewnie macie, kawałek sznureczka też znajdziecie… i do dzieła.

Wykonanie jest mega proste, a efekt…. WOW …. i to za parę złotych

Krok po kroku jak wykonać taką gwiazdę znajdziecie o TU

Są zdjęcia jest filmik. Nic tylko robić hurtowo gwiazdy.

Ja swoje torebki kupiłam w Polo markecie. Nie ma znaczenia czy to Marysia, Zosia, czy Jan…

torby1

50szt. – czyli 4 gwiazdy to koszt ok. 7 zł …. nieźle co?

Czy tylko mnie tak kręci okres przedświąteczny, że już dekoruje i kombinuje?

Koniecznie pokażcie swoje gwiazdy!!!

Bo zrobicie, prawda???

 

Hey… Hi… Hello

Witam ponownie!!!

14907578_10207128213514003_3592679360109636075_n

Tak z zaskoczenia… bez ostrzeżenia usunęli bloga mego pierworodnego.

A taki ładny był, amerykański… szkoda

Ok… może nie byłam w ostatnim czasie jego działania zbyt aktywna, ale nastąpiło to       w momencie kiedy wenę miałam i plan działania miałam… a tu pyk strony nie ma…          i zapał jakby zniknął razem z nią.

Odzyskać dawnych postów raczej się nie uda. Bardzo tego żałuję, bo kilka było całkiem udanych do których często wracałam. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tudzież usuniętym blogiem.

Od dzisiaj jestem!!!

Nie mogę obiecać, że będę systematyczna, ale będę.

Ale, czy w ogóle ktokolwiek jeszcze ze mną jest?????

Każda mama zrobi sama… PINIATA

Czas ostatnio płata mi figle i mija nieprzyzwoicie szybko, pozbywając mnie możliwości zrealizowania wielu mniej lub bardziej ważnych spraw.

Jeśli już kiedyś zaglądaliście do mnie podczas mojej (większej, niż obecnie) aktywności blogowej lub znacie mnie osobiście to wiecie, że lubię mieć łapy poklejone klejem, pomalowane farbą, poprzecinane od nożyka… że lubię tworzyć różne różności…

że generalnie lubię robić coś, dla kogoś, komu moje dzieło sprawi odrobinę przyjemności.

Przez ostatnie 6 lat moim głównym celem jest sprawianie przyjemności moim dzieciom.

Staram się podarować im takie dzieciństwo, które kiedyś będą wspominać z uśmiechem od ucha do ucha. Rzecz jasna staram się to robić każdego dnia, ale są takie chwile, które mam nadzieję zarysują się w ich pamięci najgłębiej.

To dzień ich urodzin… chce żeby wiedziały jak ważny był dla mnie moment pojawienia się ich w moim życiu… jak wiele dla mnie znaczył i jak bardzo każdego roku wzruszam się na samą myśl o tym, że tak bardzo tego dnia mnie uszczęśliwiły.

A ja mogę i chcę w wyjątkowy sposób świętować każdą rocznice pojawia się ich na świecie… moim świecie.

Celebrując dzień ich urodzin, przygotowuję dla nich imprezkę w gronie najbliższych i staram się, żeby zawsze była tematyczna, zgodna z ich aktualnymi zainteresowaniami i żeby nie zabrakło dla nich atrakcji.

Od kilku lat praktykuję pojawienie się piniaty urodzinowej… jej zdewastowanie to najbardziej oczekiwana atrakcja imprezy.

Pierwszą piniatę zmajstrowałam dla pierworodnego w dniu jego pierwszych urodzin.

Wtedy czasu miałam jakby więcej i robiłam ją zgodnie z internetowym tutorialem, sklejając nadmuchanego balona milionami kawałków potarganej gazety. Byłam z siebie dumna, bo wyszła fajnie i zgodnie z jej celem sprawiła maluchowi dużo radości.

elmo piniata

Trzymałam się takiej wersji przygotowywania przez długi czas… aż pojawił się syn nr 2, który skutecznie zapełniał mój czas 24h na dobę 7 dni w tygodniu.

A zbliżały się 4 urodziny pierworodnego, który prosił o przygotowanie piniaty rodem z ninjago.

Nie mogłam go zawieżć… no nie mogłam… temat był banalny (mamy wiele przedniotów z ninjago), motyw na piniatę też żaden wyczyn, ale to klejenie na tym balonie… na samą myśl o zarwanych nockach, żeby to zrobić wzbudzał we mnie odruch wymiotny…

I wtedy mój genialny umysł doznał olśnienia… wystarczy coś gotowego okrągłego i po problemie.

1piniata

I tak oto mam dla was szybki sposób na pianiatę i wielką radość u naszych milusińskich:

Potrzebujemy:

– okrągłego, papierowego lampionu (abażuru, lampy). Jak zwał, tak zwał… niedroga rzecz ok 6zł

– kolorowa bibuła

– klej na gorącą lub inny magiczny klej

– 2 tekturowe koła zakrywając wlot i wylot

– pomysł na projekt

i voila…

Rozkładamy lampion zgodnie z instrukcją mocując na drucianym stelażu. Zaklejam dół lampionu tekturowym kołem (od środka lampionu), całość ozdabiam kolorową bibułą zgodnie z pomysłem jaki wbił się do głowy, do środka wrzucam słodycze (głównie małe osobno pakowane łakocie: lizaki, gumy, żelki – czekoladek nie polecam w letnie dni, gdyż grozi to ich rozpuszczeniem i uzyskaniem papki po rozsypaniu się słodyczy).

Dzięki temu, że  lampiony papierowe rozkładane są na drucianym stelażu problem z mocowaniem sznureczka też jest z głowy, bo trzyma się pięknie i nie przyspiesza rozwalenia piniaty. Górę zaklejam drugim kawałkiem tektury przyozdobionej jak reszta piniaty z dziurką przez którą przekładam przypomocwanydo stelaża sznurek i gotowe.

Gwarantuję, że tak przygotowana piniata  nie rozerwie się szybciej, niż te przygotowane na balonie. Konstrukcja druciana nie spadnie, robiąc dzieciom krzywdę, gdyż pozostanie przywiązana do sznurka, a sznurek (piniata) zostanie przywiązany do drzewa, drążka, czy ręki osobnika, który będzie na tyle odważny, aby trzymać piniatę uderzaną przez rządne demolki dzieciaki.

Po rozwaleniu piniaty dzieci interesują już tylko suveniry, które z niej wypadły, a wy możecie swoje zdewastowane dzieło, które spełniło swoją rolę wyrzucić do kosza.

Taka pianiata sprawdziła się u mnie już kilkakrotnie. Żałuję tylko, że kiepsko się przygotowałam do takiego wpisu i nie mam zdjęć wszystkich moich piniat. Bo wiadomo jako główna organizatorka imprezy, wiecznie w biegu, fotek nie mogę robić, a oprócz mnie nikt inny o tym nie pomyśli i najczęściej z imprez fotek nie mam prawie w ogóle.

Mam nadzieję, że uda mi się Was zainspirować do wykonania takiej piniaty np. w prezencie dla swojej pociechy, albo wspólnie z maluchem dla podwójnej satysfakcji.

Jeśli uda Ci się przygotować taką piniatę koniecznie mi się nią pochwal. A może masz swoje sposoby na przygotowanie takiej atrakcji dla dzieci. Pokaż… chętnie poznam twoje sposoby.

małpka

PS. powiem wam w sekrecie, że taka piniata to nie tylko super fun dla dzieci, ale i dorosłym potrafi sprawić wiele radości. A w wersji dla dorosłych można zamiast słodyczy powrzucać inne praktyczne gadżety 😉

 

Enjoy