Pomagamy…

To, że dobro powraca ze zdwojoną siłą głęboko wierze.

Staram się żyć tak, aby zawsze z radością w sercu i uśmiechem na twarzy pomagać innym. Warto mieć na koncie jakiś dobry uczynek.

Nawet niewielki… to zawsze jakiś plusik tam „na górze”, ale i wielka osobista satysfakcja wynikająca z bezinteresownego zrobienia czegoś dobrego dla drugiego człowieka.

Każdy z Nas może rozpocząć rok od dobrego uczynku.

Dzisiaj może to być pomoc okazana małej, kilkunastomiesięcznej Oliwce.

Dziewczynka urodziła się z wadą wrodzoną – malformacją żyły Galena, czyli obustronnymi naczyniakami zlokalizowanymi na poziomie obszaru centralnego obu wzgórz. W Polsce, ze względu na wyjątkowość i rzadkość schorzenia, Oliwka nie otrzymała pomocy.

Rodzice dziewczynki znaleźli ratunek w Niemczech u prof. Chapott w Essen, który podda Oliwkę zabiegom embolizacji, czyli pozamyka w mózgu te naczynia które są niebezpieczne. Koszt takich zabiegów to 2 x 44 tys euro, bo embolizacji muszą by dwie. Pierwszy zabieg wyznaczono 27 lutego. 

Mimo pomocy wielu ludzi dobrej woli uzbierano dopiero połowę potrzebnej kwoty.

Czekanie spowoduje nieodwracalne zmiany w główce Oliwki – zaniki i niedotlenienie mózgu, a Oliwki rozwój zacznie się opóźniać.

Zatem kochani nie traćmy czasu i pomagajmy tak, jak tylko potrafimy.

Dzięki Nam Oliwka będzie mogła się cieszyć zdrowiem i dzieciństwem.

Jeśli chcecie pomóc Oliwce wystarczy wejść na stronę SiePomaga.pl 

Do dzieła!!!!

Przez żołądek do serca…

W przygotowywanie posiłków wkładam całe serce… a jak robię to dla moich chłopaków to w dosłownym tego słowa znaczeniu :)

To co serwuje ma nie tylko smakować, ale i ładnie wyglądać… a ja staram się, żeby tak było.

Propozycja mojego ostatniego deseru może być inspiracją do zbliżających się walentynek. Gdzieś widziałam zdjęcie podobnego deseru i musiałam zrobić – po swojemu.

Wystarczy: galaretka (czerwona) sztuk dwie. 

Białe serduszka to niewielka ilość ciepłego mleka z odrobiną cukru pudru i żelatyny. Zostawione do zastygnięcia w płaskim naczyniu i wykrojone foremką w kształcie serca.

Serduszka przykleiłam do pucharków (od wewnątrz) i zalałam delikatnie galaretką. Do tego bita śmietana, owoce – pycha.

 

galaretka

 

Pomysłem na odrobinę walentynkowych słodyczy mogą być również pyszne maślane ciasteczka np. z dedykacją, takie jak robiłam z Rubenkiem dla dziadków z okazji ich święta

Przepis prosty, a smak ciastek… yummy

Wystarczy zagnieść ciasto z:

ok. 2 szklanek mąki

kostki masła

szklanki cukru

1 jajka

1 łyżeczki proszku do pieczenia, 1 łyżeczki cukru waniliowego i 1 łyżeczki cynamonu

2 łyżek soku pomarańczowego

Ciasto po wyrobieniu należy schłodzić w lodówce, potem wystarczy wałkować i wykrawać dowolne kształty, wrzuć do piekarnika nagrzanego do 180 st. na ok. 8 min. i voila… 

Ozdabiamy wg uznania. Ja przed pieczeniem zrobiłam w ciasteczkach dwie dziurki (słomką) przez które przełożyłam wstążkę do zrobienia kokardki

 

ciacho

 

Przy okazji zrobiłam kilka mniejszych ciasteczek do kawy (takie do nałożenia na kubek… dla męża oczywiście)… tu z masą marcepanową :)

 

kawa

 

Tymczasem układam w głowie menu na tegoroczną walentynkową kolację, a właściwie po-walentynkową, ponieważ 14 lutego idziemy na bal :)

W ubiegłym roku dla mojego lubego przygotowałam sushi, a dla siebie owoce i czekoladowe fondue… yummy… jak można spożytkować pozostałą ciepłą czekoladę podczas romantycznego wieczoru?…  nie muszę podpowiadać 🙂

 

walenty

 

Pizza time…

W dniu wczorajszym przystąpiłam do rytualnego wypieku pizzy w domowych warunkach (czyt. bez kamienia do wypieku, czy też specjalnego pieca).

To już taka nasza piątkowa tradycja.

Ja osobiście nie jadam. bo nie przepadam, ale mój M. to uwielbia, a moją to już wyjątkowo :)

Nieskromnie przyznam, że jest pyszna i zawsze wychodzi.

Skoro już wyrabiam ciasto zostawiam kawałek dla siebie i robię kilka paluszków grissini.

To takie proste… warto spróbować!!!

       ***

Przepis na ciasto:

300 g mąki

2 łyżki oliwy z oliwek

pół łyżeczki soli

pół łyżeczki cukru

20 g świeżych drożdży

160 ml ciepłej wody

 

pizza1

 

Z podanych składników wyrabiam ciasto do połączenia wszystkich składników. Wyrobione ciasto odstawiam w ciepłe miejsce pod przykryciem na ok. 20 min., aż ciasto przynajmniej podwoi swoja objętość.

Gdy tak się stanie nagrzewam piekarnik do 180 st., ponownie zagniatamy ciasto, rozciągam lub rozwałkowuje na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Ja spód pizzy smaruje słodkim sosem chilli, posypuję oregano i bazylią i rozkładam składniki (wg upodobania): szynka, salami, pieczarki, pomidory suszone, oliwki i posypuję startym serem.

Tak przygotowana pizze wrzucam do nagrzanego piekarnika, gdzie spędza jakieś 15-20 min. Gotowe 

 

pizza3

 

Z tego samego ciasta zrobiłam kilka paluszków grissini. rozwałkowany kawałek ciasta pokroiłam w paseczki i delikatnie zrolowałam. Wrzuciłam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i po upieczeniu pizzy wrzuciłam do piekarnika na ok. 8 min.

Po upieczeniu na każdy paluszek zawinęłam sałatę i szynkę szwarcwaldzką (surowa, wędzona szynka z udźca wieprzowego) nasmarowaną serkiem śmietankowym. Zajadałam grissini zanurzając w słodkim sosie chilli …. yummy

grissini

Smacznego !!!

W zdrowym ciele…

W związku z bezustannym trwaniem w swoich noworocznych postanowieniach przedstawiam propozycję na szybkie, pożywne i zdrowe drugie śniadanie.

U mnie jednego dnia jest to sałatka owocowa, drugiego koktajl owocowy lub warzywny.

 

Skład sałatki, czy koktajlu zależy od tego co aktualnie zalega w mojej lodówce.

Przykład nr 1: sałatka

banan

mandarynka

kiwi

pitaja (smoczy owoc)

Łycha jogurtu greckiego

pitaja

Przykład nr 2: Koktajl Bananowy

Banan

3/4 szklanki podgrzanego mleka

pół łyżeczki cynamonu

2 łyżki soku z cytryny

koktajl

Oprócz postanowienia dotyczącego pochłaniania większej ilości witamin z warzyw i owoców już drugi tydzień dzielnie ćwiczę z najlepszą trenerką Polek.

Fakt, że po pierwszym treningu myślałam, że skonam. Czułam każdy mięsień swojego ciała… nawet te mięśnie, o których nie miałam pojęcia, ale mnie to o dziwo nie zniechęciło.

Zrobiłam pomiary swojego ciała, strzeliłam serie zdjęć i mam nadzieję na spektakularne efekty „przed” i „po” już latem… tego roku :)

Zatem… trzymajcie kciuki

Zmykamy na sanki :) taaaaaaaaaaaak … u nas jest śnieg

Ciau

Kiedy widzę słodycze to kwiczę…

Niestety przyznam się bez bicia… jestem uzależniona od słodyczy.

Przestępstwu jakim jest spożywanie nadmiernej ilości cukru winna jest czekolaaada.

I to nie ta „zdrowsza” gorzka, z duża ilością miazgi kakaowej… o nie fuj, najpyszniejsza jest mleczna i  to w każdej postaci … w tabliczce, na batonikach, na cukierkach, owocach, galaretkach … mmmm mniam.

Generalnie każdego dnia, jak nie zjem czegoś co zawiera czekoladę jest źle.

W okresie świąt razem z Rubenem tworzyliśmy w kuchni różne słodkości.

W moim brzuchu one nie lądowały, bo lubię robić takie cuda, ale jeść już niekoniecznie. Dlaczego? Bo te konkretne nie miały mojej ulubionej czekolady.

Tak, czy inaczej wszystkie słodkości zniknęły w mgnieniu oka. Zostały pożarte przez resztę domowników, albo jak to przed świętami bywa rozdane po znajomych i rodzinie.

W Internecie jest mnóstwo przepisów na słodycze domowej roboty.

My skupiliśmy się na trzech propozycjach.

Nigdy nie trzymam się sztywno znalezionym przepisom. Inspiruje mnie zdjęcie albo program kulinarny i bach biorę się do dzieła..  zawsze zmieniam, dodaje coś od siebie. Zazwyczaj jestem z efektów bardzo zadowolona i wszystko skrzętnie notuje w swoim „przepiśniku” (czyt. zeszyt z przepisami) dla potomności.

Przedstawiam nasze świąteczne słodkości homemade

Makaroniki (ok. 30 sztuk)

makaroniki

4 białka – leżakujące w temp.  pokojowej 3 dni

szczypta soli

1,5 szklanki cukru pudru

¾ szklanki mączki migdałowej

0,5 szklanki cukru kryształ

Barwniki spożywcze

Nutella, bądź dowolna masa do przełożenia

Odstawione białka + szczypta soli ubijam na sztywną pianę dodając cukier kryształ. Mączkę migdałową wymieszać z cukrem pudrem i dodać do piany delikatnie mieszając , aż składniki się połączą. Dzielę na części i dodaję barwniki. Szprycą lub łyżeczką nakładam kleksy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Odstawiam do wyschnięcia na ok. 1h. Piekarnik nagrzewam do 160 st. Makaroniki wrzucam do piekarnika na ok. 10 min. Piekę przy lekko uchylonych drzwiczkach

Karmelki (ok. 20 sztuk)

karmelki1

250 ml śmietanki 30%

Ok. 10 łyżek cukru kryształ

¼ kostki masła

Laska wanilii

Wszystkie składniki wrzucamy do garnuszka na niewielki ogień i mieszamy, mieszamy i mieszamy.

Gdy masa będzie jednolita, lekko studzimy i rozlewamy do foremek silikonowych. Wstawiamy do lodówki. Po schłodzeniu karmelki gotowe.

Karmelki należy przechowywać w chłodnym miejscu!!!

Trufle (ok. 30 sztuk)

trufle1

100g./ tabliczka czekolady ciemnej

100g./tabliczka czekolady mlecznej

0,5 szklanki śmietanki 30%

2 łyżki masła

2 łyżki cukru pudru

2 kieliszki rumu

Kakao, cynamon lub inne posypki do obtoczenia trufli (ja użyłam smakowych cukrów dostępnych w markecie Lidl: rum-wanilia, imbir-pomarańcza, cynamon-jabłko)

Śmietankę podgrzać. Zdjąć z ognia dodać posiekaną czekoladę, cukier, masło             i alkohol. Wymieszać do uzyskania jednolitej masy. Ostudzić. Wstawić do lodówki, aż masa stężeje, gdy tak się stanie można formować kuleczki zbierając masę łyżeczką. Kuleczki obtaczamy w kakao, cynamonie, smakowym cukrze.

Trufle przechowujemy w chłodnym miejscu!

… i Voila – Smacznego

Skok w Nowy Rok…

Jakby ktoś nie zauważył mamy już Nowy Rok 2014.

Trudno to jeszcze ogarnąć.

Ja na pewno przez jakiś czas będę miała problemy z wpisaniem właściwej daty na wszelkiego rodzaju pismach, podaniach etc.

Nie wspominając już o podaniu właściwego wieku swego …. Ulalala

Ale ten czas zap…….iernicza.

Cofnijmy się jednak odrobinkę…

Jak wspominałam wcześniej Państwo W. przywitali Nowy Rok w doborowym towarzystwie na zabawie sylwestrowej.

Ubaw był przedni, przynajmniej dla mnie, bo Padre bawił się kiepsko. Dlaczego? Otóż żeby tradycji stało się zadość przed każdym większym wyjściem mojego męża dorwał atakujący z ukrycia wirus niszczyciel.

Męczył się okrutnie, ale ponieważ to noc sylwestrowa i żona dyla na całego nie chciał psuć atmosfery i dzielnie siedział, nieumiejętnie udając, że wszystko jest w porządku. Marny z niego aktor.

Tak, czy inaczej mamita się ubawiła. Cóż tam, że but na obcasie i ja to niezbyt zgrany duet, czego konsekwencją są maksymalnie bolące kończyny dolne.

Było dużo śmiechu i w ogóle miło i sympatycznie.

I nawet się człowiek nie obejrzał, a tu Nowy Rok… nowe pomysły, plany, marzenia,

ale i obawy.

Co przyniesie…

Na pewno 115 dni wolnych (z weekendami). Cieszycie się? Bo mi jako nie pracującej jest wszystko jedno :)

Czas pokaże… Historia oceni…

Owocności…