Piątkowy – walentynkowy wieczór miał mijać pod hasłem balu karnawałowego, ale towarzystwo się wykruszyło i z balu nici.
W związku z powyższym wieczór spędziliśmy w najlepszej restauracji na świecie, czyt. w naszym domu. We dwoje… młodzian został spakowany i odprawiony do dziadków. Także był czas, żeby przygotować wszystko na romantyczną kolacje dla ślubnego.
Od rana szybkie zakupy, doprowadzenie mieszkania do porządku, wstępne przygotowania do kulinarnych eksperymentów, zrobienie Siebie na bóstwo. Potem tylko odpalenie świec, muzyka w tle i można celebrować te wspólne chwile.
Rozpoczęliśmy od d… strony. Jakkolwiek dwuznacznie to brzmi, rozpoczęliśmy od deseru do którego przymierzałam się od dłuższego czasu. Gdy tylko pojawił się na stole nie mogliśmy się opamiętać.
CHURROS z gorącą czekoladą – yuuuummmyyyyyy


Churros to pyszne hiszpańskie słodkości z ciasta parzonego. Wiele osób się zachwyca ich smakiem, więc koniecznie musiałam się pokusić o ich przygotowanie i się nie zawiodłam.
Czizys… z tą gorącą czekoladą… lekko cynamonowy smak…eh nie da się opisać, trzeba spróbować… my pożarliśmy w błyskawicznym tempie cały stos.
Długo dochodziliśmy do siebie po takiej wyżerce, a w piekarniku czekała już pierś z kurczaka ze szpinakiem i mozzarellą. Zapach był taki, że jakoś natychmiast zrobiło się w żołądku miejsce na danie główne. Mięcho serwowałam na sałatce z rukoli i bagietką natartą czosnkiem i oliwą z oliwek (kształt bagietki powstał wbrew mojej woli). Danie ozdabiał chips z żółtego sera w kształcie serca… wiem strasznie infantylne, ale trudno.

Po tym wszystkim wydawać by się mogło, że już nic się nie zmieści. Oj jakże się myliłam…
Od początku wieczoru na stole stały i wołały mnie mini kanapeczki z serkiem śmietankowym i wędzonym łososiem. Miały jako pierwsze uraczyć nasze podniebienia, jako lekka przystaweczka. Wołały nawet głośno, ale ja – czekoladoholiczka nie mogłam się oprzeć gorącej czekoladzie i maczanym w niej churros. No nie mogłam.
Nic to… kanapeczki zawołały ponownie po daniu głównym i się doczekały.
Z radością skończyły tak jak powinny, tylko w odwróconej kolejności.
Oj ciężko było odejść od stołu. Niby fajnie…razem, romantycznie, tacy piękni w blasku świec. Ale brzuszyska pełne, błysk w oku okazał się łzą, która pojawiła się na skutek wysiłku jakim było podniesienie dupska z krzesła. Do kanapy niby niedaleko, ale to i tak nie lada wyczyn. Gdy już się udało… z hukiem runęły dwa ciała, aż sprężyny się odezwały. Miały się odezwać, ale z innego powodu 
I tak resztę wieczoru spędziliśmy przed TV sącząc jedynie lekkie drineczki. Obejrzeliśmy dwie genialne komedie, gdzie śmiechu było co nie miara, więc troszkę się spaliło 





