Ostatni post mówił o tym, jak „niedojrzałą” istotą jestem, mimo „chrystusowych” lat. Nic na to nie poradzę, że lata mojej młodości tak dobrze pamiętam i tak trudno mi się z nimi rozstać…
Moje dziecko rośnie w zatrważającym tempie… czas płynie niemiłosiernie szybko… jeszcze niedawno mały berbeć, teraz już „duży” facet rozpoczynający przygodę z przedszkolem… co tu dużo gadać, sama niedawno byłam małą dziewczynką z kucykami (tak, tak miałam kiedyś długie włosy) i pamiętam te fantastyczne czasy jakby to było wczoraj…
Moje dzieciństwo wspominam jako jedno wielkie szaleństwo… całkowitą beztroskę… chciałabym, żeby mój syn miał równie cudne wspomnienia z tego okresu…
Za moich czasów jedynym obowiązkiem była szkoła, a po niej… hulaj dusza piekła nie ma – teraz ilość zajęć dodatkowych przeraża… a to dodatkowy język, szkoła muzyczna, szkoła tańca, basen, karate – czasu wolnego brak! Nie żebym negowała robienie z dziecka poligloty, lidera zespołu muzycznego, drugiego Maseraka, ratownika WOPR, czy zawodnika KSW – nie, ale czy nasze dzieci muszą być każdą z tych osób? Czy to wszystko jest im do szczęścia potrzebne?
Kiedyś czas spędzany po szkole na dworze (podwórku, polu jak zwał tak zwał), był czasem kiedy poznawaliśmy życie. Uczyliśmy się lojalności, samodzielnego rozwiązywania konfliktów, czy nawet przedsiębiorczości (sprzedając butelki i makulaturę), rozwijaliśmy swoją sprawność fizyczną i intelektualną przy grach i zabawach. Wszystko było jakby prostsze…
Nie muszę specjalnie wytężać umysłu, żeby przypomnieć sobie skakanie w gumę, kręcone… zabawę w podchody, dwa ognie… pikniki pod blokiem z koleżankami, lalkami, prowiantem… albo zabawę w piaskownicy w sklep wielobranżowy gdzie za kilka kamieni, czy foremkę piasku płaciło się liśćmi… pamiętam wypady na basen, na Piaski (zbiornik wodny)… pamiętam bitwy na śnieżki, lepienie bałwanów, wyścigi na sankach …. pamiętam wycieczki rowerowe i ogniska… kurcze jaką wtedy kreatywnością wykazywał się każdy z nas… zawsze mieliśmy co robić, czy to deszcz, śnieg, czy słońce. Zawsze wzorowa frekwencja mimo braku komórek, fb, czy innych takich. Zabawa kończyła się, gdy zbliżał się wieczór i z okien bloków po kolei wyglądali rodzice zwołując dzieciarnie do domów.
Rozstawaliśmy się z uśmiechem na twarzy i nadzieją na równie udane jutro.
Wspominając dzieciństwo nie mogę zapomnieć o smakach i zapachach tamtych dni… mimo chęci – niemożliwych do odtworzenia… pamiętam szklaneczkę, albo „woreczek” w syfoniarni (miejsce gdzie woda sodowa podawana była z saturatora)… pamiętam smak czereśni, gruszek, jabłek zdobytych niekoniecznie za zgodą właściciela i smak mirabelek rosnących przy drogach….. pamiętam lody śmietankowe w opakowaniu jak „po maśle” kupowane na festynach, czy żużlu… pamiętam zapach sklepu nazywanego „u warszawskiego” gdzie kupowaliśmy gumy Donald…. pamiętam zapach pomarańczy będących rarytasem podczas świąt… zapach i smak chleba z pobliskiej piekarni… aaa i smak pepsi w szklanej butelce…
Jejku… to były piękne czasy… czasy mojego cuuuudownego dzieciństwa… takie mi bliskie… ciężko mi się pogodzić z odejściem od tej beztroski…
Wspominałam o tym, że generalnie dojrzałam… stałam się odpowiedzialna etc… wiem, że teraz zamiast gry w gumę itp. trzeba zapierd… żeby mieć co do gara wrzucić bo już nie tylko lalkę ma się do wykarmienia… teraz zamiast płacić listkami płaci się plastikową kartą często z debetem… teraz zamiast biegania z koleżankami w czystym wariactwie, biega się za swoim dzieciakiem jak wariat… ale narzekanie niczego nie zmieni, trzeba się cieszyć tym, co się ma…
Wiem jedno: mimo tęsknoty za tamtymi czasami, tego co mam teraz nie zamieniłabym za żadne skarby świata!
Mój wehikuł czasu to fantastyczne wspomnienia i garstka oldschoolowych zdjęć. Zawsze mogę chociaż przez chwilkę stać się tą Paulinką z fryzurą cocera spaniela.
Być może nie odtworzę dla Rubena wszystkich smaków i zapachów tamtych dni. Ale przynajmniej postaram się jak tylko potrafię, żeby jego dzieciństwo było równie beztroskie i cudowne jak moje. Wierzę, że będąc tak pozytywnie zakręconą… młodą duchem matką uda się 🙂
PS.
Też macie taką dobrą pamięć? 🙂