Misja – przedszkole…

Nadeszła pora żeby się ogarnąć, otrzeć łzę i pogodzić się z faktem, że moje dziecko rozpoczyna nowy etap życia… idzie do przedszkola.

mis

Jak wielu rodziców i maluchów, tak i my musimy się wspólnie przygotować do tego wydarzenia. Kupić kilka, czy też kilkanaście (w porywach kilkadziesiąt) niezbędnych rzeczy i nauczyć się żyć z myślą, że przez pół dnia nasz ukochany brzdąc zostaje pod opieką zupełnie obcych kobiet. 

 Pierwszym etapem, jaki mamy za sobą były tygodniowe zajęcia adaptacyjne, które odbyły się w lipcu. Młody ku zdziwieniu Pań prowadzących i pozostałych, przeżywających stres matek zaklimatyzował się błyskawicznie. Obecność rodziców była mu delikatnie mówić… obojętna. Nie mam pewności, czy to się nie zmieni, gdy młodziana znudzą zabawki, prace twórcze, czy marudne towarzystwo. Czas pokaże…

Tak, czy inaczej na nową przygodę przygotować się trzeba… nie tylko emocjonalnie, ale i finansowo… tak, tak niestety należy dokonać zakupu kilku niezbędnych artykułów.

Każda placówka ma swoje wytyczne, jeśli chodzi o wyprawkę dla przedszkolaka… nasza na szczęście ma takie, dzięki którym będę zwolniona z kupowania artykułów plastycznych… uff ominie mnie poszukiwanie, kredek, farbek, kartek, karteczek, pędzelków i innych pierdół, którymi nie mogę pobawić się sama… u nas wpłacając niewielką kwotę Panie same wyposażają grupę w potrzebne gadżety, pomagając rodzicom oszczędzić sporo nerwów i czasu, a maluchom uniknąć szarpaniny o kredki z fajniejszym bohaterem rodem z Disneya.

Jeśli jednak, któraś z zaglądających tu mam niestety jest skazana na buszowanie      w promocjach marketowych informuję, że dla malucha najprawdopodobniej (skonsultuj to z przedszkolem) potrzebne będą:

– kredki (świecowe, ołówkowe),
– temperówka,
– pisaki, mazaki, czy zakreślacze,
– farby plakatowe lub akwarele, bądź jedne i drugie
– gumki do ścierania,
– pędzelki,
– nożyczki,
– klej,
– plastelina,
– blok rysunkowy lub techniczny lub jeden i drugi,
– bibuła,
– ryza papieru,
– zeszyt, kolorowanki, wycinanki itd…

sporo co? ha, a ja mam to z głowy :)

Punkt numer dwa to ciuchy. Mimo wielu promocji nie szalałam z zakupami dla mojego przedszkolaka. Nie od dziś wiadomo w jakim stanie potrafią być ciuchy trzylatka bawiącego się farbami, czy jedzeniem. Fakt kilka ciuszków kupiłam, ale tylko dlatego, że sępiłam na nie kiedy były w cenie regularnej, a teraz grzechem było ich nie kupić. Szafa Rubena pęka w szwach. Od kiedy w Lidlu pojawiły się wszelkiego rodzaju odzieżowe dwupaki (nie zważając na możliwość zgarnięcia nie swojego dziecka, ale za to w takiej samej bluzce) – wszystkie ciotki i babcie obsypują nas takowymi. W związku z powyższym dziecko moje ma do przedszkola iście lidlowską wyprawkę.

W przypadku posiadania odzieży identycznej jak większość małolatów wielce prawdopodobna jest podmianka ciucha. Żeby ułatwić Paniom odnalezienie właściciela nasze będziemy podpisywać. Można to zrobić za pomocą pisaka – wystarczy skrobnąć inicjały lub pełne dane na metce, czy gdzieś od lewej strony (czego ze względu na swój charakter pisma nie uczynię), albo zakupić naklejki lub naprasowanki z danymi dziecka – co też uczyniłam… w weekend szykuje się niezła zabawa. Podpisany ciuszek będzie łatwiej znaleźć również dziecku, szczególnie gdy oznaczymy go w łatwy do rozpoznania dla naszego szkraba sposób. Tego typu gadżety dostępneTUTAJ.

Do przedszkola oprócz tego w czym dziecko przywędrowało, warto mieć                     w woreczku, czy plecaku rzeczy na zmianę.

Potrzebne będą:

– dodatkowa bluzka, bluza, spodenki
– skarpetki, rajstopki i majtki

W naszym przypadku majtasy x3 – minimum. Niestety moje dziecko bezgranicznie pochłonięte zabawą zapomina o korzystaniu z toalety racząc nas małym szczoszkiem, ewentualnie niewielką dwójeczką i żeby nie było, absolutnie mu to nie przeszkadza w dalszej zabawie, a gdy człowiek mało spostrzegawczy… nie dojrzy zmiany sytuacyjno-bieliźnianej.

Gdy dziecko należy do grupy leżakującej potrzebna będzie jeszcze:

– piżama
– pościel

Grupa mojego syna jest grupą, która nie śpi.. ale po obiadku mają „odpoczywanie na dywanie” w tym celu musimy wyposażyć dziecko w poduszkę (jaśka).
Moje dziecko bankowo „odpoczywanie na dywanie” zamieni sobie w mała kimkę.. żeby podładować akumulatorki i „zarazić” swoją energią Panie Przedszkolanki.

Kolejnym ważną rzeczą do skompletowania wyprawki są:

– Kapcie, łapcie, paputki

Moje dziecko jest zwolennikiem biegania boso… to taki mały Cejrowski… no przystojniejszy znaczne.

No więc lubi biegać boso, ale do przedszkola wyposażyć go w łapcie- kapcie trzeba.
Ważne żeby były antypoślizgowe, na rzepy, wsuwane, ewentualnie zamek, sznurówki odpadają. Ponieważ kochający rodzice dbają o stópki swoich pociech przydałyby się buciki specjalistyczne, ortopedyczne i do tego ładne.

Oto moja propozycjaZOBACZ.

Fajne, wygodne i przede wszystkim nie sprawiają dziecku trudności w założeniu.
W przedszkolu, podobnie jak w domu ważne jest zachowanie podstawowych zasad higieny. Jeżeli dana placówka nie wyposaża w artykuły higieniczne, musimy zrobić to sami. Tym samym lista zakupów powiększa się o:

– ręczniczek,
– szczotkę, kubek i pastę do zębów,
– mydełko,
– chusteczki higieniczne,
– papier toaletowy,
– grzebień lub szczotkę

Jeśli dziecko nadal korzysta z pieluch, również musi je mieć przy sobie.

Żeby zapakować to i owo potrzebny będzie jakiś plecaczek. Lekki, kolorowy, wygodny dla waszej pociechy. Potrzebny będzie też worek na buty i worek (reklamówka) na brudne ciuszki. Na rynku dostępnych jest mnóstwo mini plecaków w różnych cenach. Rubenowy kupiliśmy w H&M za 39.90 zł

plecakR

 

Woreczki na buty dostępne są za niewielkie pieniądze w marketach. Nasz kupiliśmy w Biedronce za 3.99zł.

Jeśli wasze dziecko jest głodomorem (jak mój osobnik), albo odwrotnie jest niejadkiem i po waszym przyjściu od drzwi będzie domagało się wszelkiego rodzaju karmy… możecie zaopatrzyć się lunch box (pudełka śniadaniowe) i wrzucić do niego drobne, zdrowe przekąski… pozwoli wam to oszczędzić nerwowego szukania po torebce jakiegoś cukiera, który chwilowo zaspokoi głód. Maluch wciągnie to co ma w swoim magicznym pudełku i nie padnie z głodu zanim dotrze do domu.

My mamy dwie takie śniadaniówki, które niezastąpione są podczas wycieczek.

Piesek – IKEA, walizeczka Elmo – H&M

 

lunchbox

 Ja dodatkowo muszę wyposażyć moje dziecko w „aśkę” i „sikopa”. Zapytacie co to? To coś z czego niektóre wasze potworki nadal korzystają, a wstydzicie się przyznać :)

Moja gadzina w momentach kryzysu lub chęci zaśnięcia musi mieć przy sobie pieluchę tetrową( aśka) i smoczek (sikop). Tak wiem… co ze mnie za matka, że 3 latek smoka jeszcze ciumka… no ciumka i co z tego. Liczne próby rozstania spłonęły na panewce. Najwyraźniej nie jest gotowy. Jak będzie dam znać i będą świętować      z wami to wydarzenie.

Póki co ciumka swojego sikopa i rozdrapuje swoją tetrową aśkę na włókna pierwsze i wtedy jest wyluzowany i szczęśliwy.

Moje dziecko zabierze ze sobą swoje uspokajacze, a Wasze mogą zabrać ulubioną przytulankę, czy maskotkę. Cokolwiek co sprawi, że poczują się pewniej                       i bezpieczniej.

Drogie mamy, jeśli wszystko macie już gotowe na wielki dzień waszego przedszkolaka, pozostaje mi życzyć Wam mocnych nerwów i umiejętnego powstrzymywania łez pierwszego dnia września.

I pamiętajcie… przed salą przedszkolną szybki buziak i opuście gmach z podniesiona głową… bo możecie być dumne ze swoich pociech, które samodzielnie wkraczają w nowy etap swojego życia.

Pewnie do tematu przedszkola jeszcze niejednokrotnie wrócę. Bo to nie tylko dla mojego synka, ale i dla mnie ważny okres. Przed nami pierwsze występy, przedstawienia. Mam nadzieję, że moje dziecko będzie w nich brało czynny udział. Jeśli tak się stanie będą Was zamęczać sprawozdaniem z tego wielkiego wydarzenia..

POWODZENIA :)

Up, up and away…

Mój superbohater właśnie skończył 3 latka… czizys jak to szybko minęło… ani się obejrzę, a będę robiła dla niego wieczór kawalerski (tak, tak …. będę brała czynny udział w życiu mojego synka, a już na pewno podczas organizowania jego imprez)

 

rubenos

 

Oczywiście z tej okazji odbyła się wielka feta :)

No może przesadziłam… wielce rodzinna… jak duże przyjęcie można zrobić  mieszkaniu dla ok. 12 osób w środku lata?… W takich sytuacjach żałuję, że nie mamy domu z ogrodem. Marzę o wyprawieniu mega imprezy w ogrodzie dla mojego pierworodnego, oj wtedy dopiero wykazałabym się  kreatywnością.

Ale niestety mimo obierania różnych taktyk, obliczania rachunku prawdopodobieństwa, korzystaniu z systemu delta w totka trafić się nie udaję, a marzenia o domu z ogrodem są wciąż nieosiągalne. Także nie pozostaje nic innego jak odpalenie wentylatora i przygotowanie imprezy w domu.

 

Jak to w przypadku imprez dla syna mego jedynego bywa, imprezka była tematyczna.

Superbohaterowie zawładnęli naszym M4…. Spiderman, Superman, Batman, Hulk, Kapitan Ameryka, Wonder Woman, IronMan, Thor rozgościli się po kątach tworząc urodzinowe dekoracje. I to wszystko w komiksowej oprawie… wszystko dla mojego SUPER SYNKA.

 

ur.8

pow

 

   Komiksowy – mega kolorowy świat to zdecydowanie moja bajka. Do tej pory to moja ulubiona tematyka. Idealna nie tylko dla dziecka. Dorośli też świetnie się w niej odnajdują…  ja się odnalazłam … nie wiem, czy nie miałam większego fanu, niż Rubenos.

 

kabooooom

 

   Dzisiejszy post będzie obfitował w fotki. Gotowi?… Zobaczcie co stworzyłam. Może fotorelacja nie jest moją mocną stroną, ale starałam się. Doceńcie to :)

   Na takiej imprezie nie może zabraknąć słodyczy… żelki, cukiereczki, ciasteczka – było wszystko. Głównie pożarte przeze mnie.

 

jelly

ur.3

ur.4

ur.6

ur.7

 

Oczywiście co to za urodziny bez ciasta… Torcik zamówiłam biały w kropki + obręcz, resztę dekoracji dodałam od siebie…

 

10569009_10202251112829534_3880477539606533131_n

 

Dodatkowo zakupiłam babeczki kruche – słodkie… uzupełniłam masą z serka mascarpone z wanilią, udekorowałam świeżymi owocami i listkami melisy…

cake

Na rynku jest dostępnych mnóstwo gadżetów imprezowych dla dzieci, ale nigdy o takiej tematyce jakiej potrzebujemy. Dlatego większość dodatków musiałam zrobić sama…

Zrobiłam tyle na ile pozwolił mi czas… wydrukowałam, powycinałam, poprzyklejałam i generalnie byłam całkiem zadowolona… zrobiłam maski, pompony, pikery, chmurki, pow-y, bam-y, boom-y i inne takie i znowu nie wszystkie załapały się na foto.

A bohater imprezy… mój superbohater, nie mógł się zdecydować w którym kostiumie ma się zaprezentować, za kogo się przebrać. Fakt dzieciak ma wiele mocy… największą niewątpliwie jest wyprowadzanie matki z równowagi…ale to cudowne dziecko o wielkim serduchu… 

spider

hulk

Kostiumy solenizanta zakupione w H&M

Niestety konkretów jakie znalazły się na stole nie zdążyłam uwiecznić… nie opanowałam jeszcze sztuki bycia gospodynią, kucharką, kelnerką i fotografką w jednym.

No i raczej nie wypada, żeby goście czekali, aż mamita sięgnie po aparat i pstryknie kilka fotek dla potomności… tu znowu pojawia się chęć posiadania domu… gdzie w swojej wielkiej kuchni (takiej z wyspą i ze spiżarnią), zanim podam danie mogę je spokojnie upamiętnić nie narażając się na słowa krytyki wygłodniałej części familii.

Zachęcam ponownie do organizowania imprez tematycznych. To niezły ubaw nie tylko dla dzieciaków.

Jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji takiej imprezy… daj znać, jestem mistrzynią w wyszukiwaniu inspiracji :)

yummy

Very Strawberry…

Sezon truskawkowy już dawno dobiegł końca. Truskawkowe szaleństwo zostało zastąpione malinowo-borówkowo-jagodowo- jeżynowym wariactwem.

Wcześniej jakoś nie miałam czasu podzielić się swoimi tworami, bo wiadomo WAKACJE, ale nadrabiam zaległości.

Zbliża się jesień, będzie chłodniej, będzie się działo… nie tylko w kuchni :)

Sezon truskawkowy chociaż krótkotrwały, u mnie w kuchni intensywny.

Gdy tylko pojawiły się truskawy pożerałam w nieprzyzwoitych ilościach mój ulubiony deser (niestety nie uwieczniony na fotkach z racji szybkiego pochłaniania) noszący „fachową” nazwę „Eton Mess”… to słodki bałagan rodem z Eton.

W skład deseru wchodzi bita śmietana, pokruszona beza i truskawki.                Przepis dostępny na wielu stronach, np. tu

Ja podpatrzyłam wieki temu u Nigelli. Szybki, pyszny, jeden z ulubionych.

 

truskawa

 

Czasami nachodzi mnie ochota na taką świeżą, chrupiącą bułę z dżemem truskawkowym. Podczas ostatniej takiej akcji nie pobiegłam do sklepu, tylko ciach pach i kilka niewielkich słoików było gotowych, żeby nie brakowało w razie nagłej zachcianki. Oczywiście dżem zrobiła za mnie maszyna, ja tylko przygotowałam składniki i rozlałam w słoiczki. Aj jakie gotowanie jest proste i przyjemne jak ma się w kuchni takiego pomagiera :)

Do przygotowania dżemu potrzebujemy:

1 kg truskawek, łyżeczkę soku z cytryny i ¾ opakowania cukry żelującego 3:1.

Wiem, wiem mogłam się bardziej postarać i nie używać produktów żelujących, ale smażenie owoców na dżem jest czasochłonne, a moja kuchnia musi być nie tylko smaczna, ale i szybka… mogłam też użyć naturalnych produktów żelujących, ale zwyczajnie ich nie dostałam.

Dlatego zmiksowałam truskawy, dodałam sok z cytryny, cukier żelujący i cukier brązowy. Gotowałam 15 min. Przelałam do słoików, szczelnie zakręciłam i ustawiłam do góry dnem na 5min. Po ostygnięciu dżemik znalazł miejsce w lodówce… a w odpowiedniej chwili na świeżej bułce… lądując w moim spragnionym dżemu żołądku.

 

dzemik   

 

Z przedszkolnych lat pamiętam smak pyz na parze (pampuchy, buchty) z sosem truskawkowym. No i co… znowu ciach pach, drożdże poszły w ruch, ciasto pięknie wyrosło, kluchy wyszły pyszne, a sosik yummmmmy.

Ruben pożerał w takim tempie i w takich ilościach, że szczenę zbierałam z podłogi. Udało mi się odtworzyć już jeden smak z dzieciństwa – yeah.

U mnie ciasto wyrabia mój Sous Chef…  po wyrośnięciu ciasta formuję zgrabne kuleczki i ustawiam na Varomie (to dodatek do mojego sous chef’a, czyt. thermomx’a, za pomocą którego gotuję na parze).

Sos truskawkowy również przygotowała moja zdolna maszyna, ale to nic trudnego wystarczy zmiksować truskawki, dodać cukier puder wg uznania i łyżeczkę cukru waniliowego, albo ziarenka wanilii… i podgrzewamy.

Po ściągnięciu z ognia można dodać błyskawiczny kisiel truskawkowy „Słodka Chwila” i zamieszać. Polewamy kluchy i wcinamy.

 

pyzy

 

Upalne dni pomagał mi przetrwać truskawkowy smoothie. Wylegując się beztrosko na balkonie, skitrana przed słońcem, raczyłam się orzeźwiającym, truskawkowym smakiem. Przygotowanie to też żadna sztuka, a truskawki wcale nie są składnikiem obowiązkowym smoothie, nadaje się każdy owoc. Wystarczy zblendować owoce –     u mnie truskawki, jogurt naturalny (albo mleczko kokosowe), cukier i kostki lodu (chyba, że truskawki są mrożone, wówczas lód można pominąć), ilość składników wg uznania.

 

smooothieee

 

Orzeźwienia dodać może również sorbet truskawkowy z miętową nutą.

Truskawki blendujemy z cukrem (ilość wg uznania), sokiem z cytryny (ok. łyżeczki) i kilkoma listkami mięty. Wrzucamy do zamrażalki i kilkakrotnie (co jakieś 30 min.) blendujemy lub mieszamy, aby pozbyć się kryształków lodu. Fotki dodam jak tylko je odnajdę – moje roztrzepanie nie zna granic.

Świeże truskawki były też idealnym dodatkiem do naleśników z serem.

 

nalesniki

Truskawki wylądowały też na placku drożdżowym. Do placka drożdżowego pasuje wiele owoców… u mnie w sezonie wczesnoletnim były to truskawki. Bardzo lubię cieplutki placek drożdżowy… a ponieważ lubię tylko świeżę i ciepłe ciasto drożdżowe, obowiązkowo z dużą ilością kruszonki… zniknęło szybciej niż się piekło.

 

drozdzowiec

 

Truskawki nie powiedziały jednak jeszcze ostatniego słowa. Zamrażarka jest wypełniona tym zacnym owocem po brzegi. W okresie zimowym będę mogła wrócić do letnich smaków.

Póki co cieszę się świeżymi owocami jakie aktualnie królują na straganach                  i  zajadam się moim Eton Mess w wersji „amerykańskiej”, czyt. z borówkami.

Idę na bułę z dżemem… Dobranoc