W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę…

To już dziś… HO HO HO…

Może i bez śniegu, ale mamy Święta… te najpiękniejsze, wyjątkowe, pachnące…

 

wigilia

 

Jak tylko zabłyśnie pierwsza gwiazda podzielimy się opłatkiem z najbliższymi i rozpoczniemy kulinarną ucztę… ślinka mi cieknie na samą myśl… żadna rybka, sos grzybowy, czy barszczyk nie smakują tak jak dzisiaj…

 

świeć

 

U Nas jak to się mówi Święta All Inclusive… idziemy na gotowe i to razy dwa…

Cóż chcieć więcej… cała rodzina w komplecie, pyszne jedzonko, morze słodkości… a i prezent się jakiś dostanie, ewentualnie klapsa ;)

 

prezenty

 

W związku z tym kochani chciałabym życzyć i sobie i Wam przede wszystkim zdrowiaszczęściakochanych i kochających ludzi dookoła… a całą resztę możecie sobie kupić, albo cierpliwie czekać, aż samo przyjdzie…

 

choinka
ciasteczka
mandaryna
pierniczkipierniki
świerk
relax

 

Mam też dla Was perełkę… gdybyście kiedykolwiek mieli dylemat jak efektownie zapakować prezent… to polecam pomysł mojego męża… myślę, że z powodzeniem mógłby się znaleźć w top ten na demotywatorach… praktyczny i ekonomiczny sposób… wystarczy reklamówka od sąsiada i kawałek taśmy izolacyjnej… efekt? … powalający… to jest właśnie Magia Świąt :)

 

odmęża

Kariera blogera… czyli od roku w sieci

Minął dokładnie rok od kiedy matka postanowiła dołączyć do jakże popularnego ostatnio świata blogsfery…

Mimo pozytywnych rokowań (w moim mniemaniu) nie zatrzęsłam tym światem… nie zapraszają mnie do telewizji śniadaniowych, moje szafy nie uginają się od nadmiaru gratisowych ciuchów, czy gadżetów…  ale to absolutnie nie był cel mojego istnienia w wirtualnym świecie blogerów…  

Chcę zwyczajnie pozostawić po sobie jakiś ślad, tak dla potomności… żeby były dowody na to, że matka kiedyś wykazywała się kreatywnością… że jej się w ogóle coś chciało… że jak ugotowało to się zjeść dało… że jak coś robiła to wkładała w to całe serce i wreszcie, że rodzina była dla niej całym światem…

Tak, czy inaczej teoretycznie była okazja do świętowania… planowałam zrobić wielką fetę… wiecie: balony, kwiaty, konfetti, koniecznie tort i… ch… bombki strzelił…

Matka się rozłożyła na tyle skutecznie, że od dłuższego czasu zostałam wyłączona z życia publicznego…

Dlatego moja aktywność blogowa znacznie zmalała. Nie było sensu opisywania nowo nabytych umiejętności takich jak precyzyjne przekręcanie się z prawego boku na lewy, dzielenia się informacją jak nie nabyć się odleżyn spędzając cały dzień w pozycji poziomej, czy jak opanować do perfekcji prowadzenia dialogu samej z sobą…

Miałam zacne plany nie tylko co do rocznicy prowadzenia mojego cudownego bloga, ale z racji zbliżających się świąt miałam całe mnóstwo planów co do samodzielnie wykonanych dekoracji, czy świątecznych wypieków…

Ale cóż… siła wyższa…

Zawsze mogę powspominać swoje zeszłoroczne wariacje takie jak TE

Na moje nieszczęście taki stan rzeczy jeszcze troszkę potrwa, ale powolutku staram się wracać do żywych i zamierzam odbyć  coroczny rytuał pierniczenia z synem moim. Mimo, że pozycja pionowa przez ostatni czas była mi obca nie zamierzam rezygnować chociaż z odrobiny przedświątecznych przyjemności…

Wracając do sedna… w związku z pierwszymi urodzinami mojego bloga chciałabym bardzo podziękować wszystkim, którzy chociaż raz przez przypadek do mnie zajrzeli… tym, którzy regularnie czytają moje wpisy – głęboko wierzę, że tacy są ;)… tym, którzy zostawiają po sobie ślad w postaci komentarzy… Dziękuje Wam wszystkim!!!

 

pinterest

 

Dajcie mi jeszcze troszkę czasu na ogarniecie się, a obiecuję zwiększyć swoją aktywność…  głowa, aż mi pęka od pomysłów… nie pożałujecie … zatem do zobaczeniaaaaa…

 

yummymummywiz

Kochany Święty Mikołaju…

Mamy grudzień moi mili… czas leci nieubłaganie…

ja już od dłuższego czasu intensywnie myślę o świętach i co za tym idzie o prezentach. Budżet wyznaczony, lista prezentów zrobiona…  mam nadzieję, że mimo pewnych zawirowań uda mi się wszystko dopiąć na ostatni guzik najpóźniej na tydzień przed świętami.

 

santa

Wytężyłam mózgownice i spisałam kilka pomysłów, na mam nadzieje trafne prezenty dla najbliższych. Ku mojemu zdziwieniu największy problem pojawił się przy wyborze prezentu dla syna mega jedynego.

Tak moi mili, okazuje się, że to wcale nie jest takie proste, wybrać odpowiedni prezent dla dziecka, a już najtrudniej wybrać coś dla tego własnego. Niby nikt nie zna dziecka tak dobrze jak rodzic, a tu klops… kreatywna, wszechwiedząca matka ponosi porażkę przy wyborze prezentu pod choinkę.

Myliłam się myśląc, że reklamy ułatwią sprawę…  że przylukam na jakiej młodzian dostał zawiechy, przy której wykazuje podekscytowanie, że dojrzę błysk we wpatrujących się w ekran oczętach… i dojrzałam… wszystko dojrzałam na każdej jednej , nawet najgłupszej reklamie. Dodatkowo po każdej serii takowych dumnie podpowiedział, że chce to… zapytacie co?

Wszystkooo… oj nie mój drogi, matka napadu na bank jeszcze w tym roku nie planuje… wybiorę coś co sprawi Ci wiele radości, a mnie nie wyprowadzi z równowagi po rozpakowaniu.

Szukając prezentu dla dziecka głównie sugerujemy się chęcią sprawienia Niziołkowi wielkiej radości, która będzie otulała nasze serca i zwilżała nasze oczy.

Niestety niejednokrotnie  szybko żałujemy dokonanego zakupu. Szczęście jakie towarzyszyło nam w momencie wręczania, szybko przeobraża się w stan irytacji podczas pierwszej niewinnej zabawy.

Niektóre zabawki potrafią doprowadzić do szału. Też tak macie?

Na pewno macie listę znienawidzonych zabawek, które Wasz maluch dostał od nieświadomych popełnianego błędu członków rodziny, albo co gorsza sami sobie zgotowaliście taki los.

W związku z powyższym  postanowiłam ułatwić  sprawę tym, którzy planują zrobić niezapomniany prezent maluchowi  i podać kilka przykładów jakich zabawek nie kupować! Mam nadzieje, że pomoże Wam to w wyborze prezentów pod choinkę, które ucieszą najmłodszych, a rodziców uchronią przed szczękościskiem w momencie odpakowywania prezentu.

 

Po 1 primo…

Zabawki wydające doprowadzające do szału dźwięki…

To jest największy hardcore… chcesz wkurzyć rodzica?!

Kup jego dziecku samochodzik z wyjącą syreną , robota krzyczącego „fire”, czy inna zabawkę, która wydaje z siebie mnóstwo wprowadzających w stany migrenowe dźwięków. Dzięki takim zabawkom opanowujesz do perfekcji sztukę lekarską i z pełną powagą przed malcem diagnozujesz u zabawki poważną chorobę w skutek, której przestaje wydawać dźwięki z piekła rodem, czyt.  wyciągasz po tajniacku baterie…

Po 2 primo…

Zabawki, które składają się z tysiąca małych (wkrótce wszechobecnych) elementów…

Pomijając fakt, że taka zabawka pójdzie szybko w zapomnienie, gdyż drobne części już po chwili ciężko  zlokalizować i już nie ma możliwości złożenia tego w całość… to do tego przypominasz sobie wszystkie niecenzuralne słówka jakie przyswoiłaś przez całe swoje życie w momencie kiedy wdepniesz bosą stopą w to małe ustrojstwo, które leżąc niewidoczne na podłodze, czyha na ciebie śmiejąc się szyderczo… przeklinasz dzień, w którym małe łapki odpakowały z impetem ten wątpliwie cudowny prezent…

Po 3 primo…

Zabawki z czujnikami ruchu…

Jedna taka wpadła w nasze ręce. Słodki, żółty minionek… po dotknięciu główki świecił, po machnięciu w okolicy brzuszka śmiał się i wypowiadał kwestię z filmu, ale jak to minionek rozrabiał…

Już nie było nam do śmiechu, kiedy w środku nocy ni z gruchy ni z pietruchy parskał śmiechem zrywając nas i zapewne sąsiadów na równe nogi… szybko skończył swój żywot lądując bez baterii i nogi (odpadła, gdy dostał strzał, za nocne chichotki) w pudle z wyklętymi zabawkami…

Po 4 primo…

Plastelina, ciastolina itp…

Jak najbardziej jestem za pobudzeniem kreatywności u dzieci, pod warunkiem, że dziecko wykazuję chociaż odrobinę chęci wzięcia udziału w takich zajęciach…  mój syn do tej pory nie wykazywał… oczywiście zasiadaliśmy pełni nadziei na świetną zabawę przy ciastolinie, co kończyło się pożarciem znacznej części materiału przez młodziana, a to co pozostało powciskał z precyzją budowlańca między panele i w dywan… zdecydowanie musimy troszkę podrosnąć do tworzenia arcydzieł…

Po 5 primo…

Bajki, książeczki…

Niestety moja „rezydencja” nie posiada wielkometrażowych rozmiarów biblioteki, a uginający się pod ciężarem wielostronicowych bajek dziecięcy regał nie podoła kolejnym księgom.

Mamy czytania na kilka ładnych lat… na razie doszczętnie maglujemy wiersze Brzechwy i nie ma mowy o zmianie repertuaru…

Po 6 primo…

Miecze, kije…

To zwyczajnie nie jest dobry pomysł… może to potwierdzić mąż, który ochoczo przyjmuje wyzwanie na bitwę stulecia i szybko żałuje decyzji, zwijając się z bólu po skutecznym ciosie wymierzonym przez pierworodnego w newralgiczne miejsca…

Po 7 primo…

Drewniane klocki…

Nie mam nic przeciwko ekologicznym, drewnianym zabawkom…

Mamy kilka takich, które świetnie spełniają swoją rolę, ale nie są to klocki… wbrew pozorom rzut takim klockiem nawet w wykonaniu malucha może okazać się opłakany w skutkach… w najlepszym przypadku kończy się to guzem, siniakiem, albo pozbijanymi przedmiotami…

 

zabawki

To właśnie nasza czarna lista zabawek.

Nie zawsze jednak mamy wpływ na to o co młodzian się wzbogaci.

Dzieciak nie jest wybredny, cieszy się z każdego, najdrobniejszego prezentu jaki dostanie od rodziny, a w przypadku prezentu z czarnej listy nam pozostaje uśmiechać się przez zaciśnięte zęby puszczając w myślach salwę mało pochlebnych epitetów w stronę darczyńcy.

Na szczęście takie prezenty nie zdarzają się zbyt często… a jeśli już tak się zdarzy to głęboko wierzymy, że nie dzieje się tak z nienawiści do nas i chęci wbicia nam szpili, tylko w celu sprawienia radości dziecku :)

Wy też macie taką czarną listę zabawek?

Czy może wypracowaliście w sobie mega cierpliwość na upierdliwe i hałaśliwe zabawki waszych pociech?