Po długiej przerwie (od bloga i codziennych obowiązków), podczas której wynudziłam się do granic możliwości powoli wracam do życia…
Pierwszym sygnałem, że zaczynam funkcjonować jak dawniej były coraz częstsze wizyty w kuchni… i to już nie tylko w celach rozprostowania kości, czy skorzystania z wodopoju, ale zaczęłam przygotowywać coś konkretnego, coś czym można się posilić… i co najlepsze nie tylko dla domowych głodomorów w liczbie 2, ale i dla siebie… i nareszcie zaczęło mi to sprawiać ogromną przyjemność…
Do pełnego powrotu brakuje mi tylko częstszego wychodzenia na światło dzienne, ale i to powoli się zmienia… dni są coraz dłuższe, wiosna coraz bliżej… jeszcze tylko podreperuję swój podupadły image (moje włosy nie widziały od 3 miesięcy fryzjera) i wybijam na miasto…
Czas leci jak szalony, nawet się nie obejrzałam, a tu już luty i za pasem walentynki… czyli szykuję się wyżera taka od serca i z sercem…
Ale zanim zaczniemy celebrować ten dzień pojawi się inna okazja, dająca możliwość nieprzyzwoitego obżarstwa… Tłuuuusty czwartek…
Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam skorzystać… pisałam już wcześniej, że nie mam postanowień i wraz z nowym rokiem nie rozpoczęłam morderczych treningów mających na celu doprowadzenie mojej sylwetki do idealnej, rodem z photoshop’a… i tak skazana jestem na nadprogramowe kilogramy i sylwetkę daleką od doskonałej, ale i to do czasu…. Obiecuję 
Tak czy inaczej mój kulinarny powrót zaowocował propozycją na ostatni czwartek karnawału…
Chodziły za mną faworki i pączusie, ale te mogę kupić gotowe i całkiem smaczne w pobliskiej cukierni, więc wzięło mnie na wspomnienie lata, Kołobrzegu i racuchów…
No cóż… nieskromnie powiem, że wyszły pyszne… minus jest taki, że najlepsze są na ciepło, więc wciągnąć należy najlepiej całą porcję od razu, na drugi dzień już są średnio przyswajalne… robią się gąbczaste i przynajmniej mi nie smakują…
Przepis na ciasto prosty… potem trzeba troszkę postać przy garze dorzucając nowe porcję, co może nas kosztować bólem kręgosłupa i pochłonięciem przez odzież wierzchnią zapachów smażenia… ale czego się nie robi dla zachcianek 
Do przygotowania racuchów potrzebne będą:
500 g mąki pszennej
50 g świeżych drożdży
375 g ciepłego mleka
szczypta soli
2 łyżki cukru
1 jajko
Po upieczeniu można dodać:
cukier puder, bitą śmietanę, dowolną konfiturę
Przygotowanie:
Ja robię ciasto w robocie, ale jak masz czas i chęci możesz ciasto wyrobić ręcznie…
Do robota wkładamy wszystkie składniki w takiej kolejności jak powyżej. Odpalamy urządzenie i wyrabiamy ciasto do połączenia składników. Następnie ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na ok. godzinę.
Po tym czasie rozgrzewamy garnek z olejem, gdy odpowiednio się nagrzeje nakładamy na olej ciasto dużą łyżką, którą najlepiej zamoczyć wcześniej w ciepłej wodzie, aby ciasto się nie kleiło i z łatwością schodziło z łyżki. I tak smażymy na niewielkim ogniu z każdej strony, aż się zarumienią. Po upieczeniu odkładamy na ręcznik papierowy, który pochłonie nadmiar tłuszczu… posypujemy cukrem pudrem, ja dodatkowo polecam z bitą śmietaną i konfiturą jagodową… i zajadamy się ze smakiem… pycha
Druga propozycja równie pyszna i szybka w przygotowaniu.
Nie wymaga dłuższego stania, gdyż robi się w piekarniku, dodatkowo rozprowadzając piękny zapach po domu i co najlepsze na drugi dzień smakuje również wyśmienicie zarówno na zimno jak i na ciepło (po podgrzaniu).
To mój faworyt… idealny na każdą okazję… zresztą sami się przekonacie jak zrobicie pyszne drożdżowo – cynamonowe bułeczki
Do wykonania ciasta potrzebujemy:
250 g mleka pełnotłustego
50 g drożdży świeżych
1 płaskiej łyżeczki cukru
50 g masła miękkiego
500 g mąki pszennej
70 g cukru
1 płaskiej łyżeczki soli
Nadzienie:
50 g masła
2 czubatych łyżeczek mielonego cynamonu
50 g cukru brązowego
Dodatkowo potrzebujemy jedno jajko do posmarowania bułek przed pieczeniem
Przygotowanie:
Do garnuszka dajemy mleko, drożdże, 50g masła i łyżeczkę cukru i delikatnie podgrzewamy (nie gotujemy) do rozpuszczenia się składników. Po rozpuszczeniu przekładamy do robota/miski, dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy ciasto.
Przygotowane ciasto odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 min. Pod koniec wyrastania w garnuszku roztapiamy masło dodajemy cynamon i mieszamy. Kiedy ciasto wyrośnie (podwoi swoją objętość) wykładamy na posypany mąką blat i rozwałkowujemy na prostokąt. Następnie smarujemy rozpuszczonym masłem z cynamonem i posypujemy cukrem.
Następnie rolujemy wzdłuż dłuższej strony. Roladkę kroimy na ok. 2 cm. kawałki i powstałe ślimaki układamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Ponownie pozostawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 min.
Wyrośnięte bułeczki smarujemy jajkiem i posypujemy z wierzchu cukrem.
Rozgrzewamy piekarnik do 200st.C , wkładamy blachę z bułeczkami i pieczemy ok. 15min, do uzyskania złocistego koloru.
Ja uwielbiam bułeczki z dodatkiem cynamonu, ale można pokombinować z innymi dodatkami. Można dorzucić np. orzechy, jabłka, albo twarożek. Zamiast cukru brązowego można użyć cukru perlistego, który się nie rozpuszcza i daję fajny efekt wizualny.
U mnie wykonanie tej pychoty jest dużo łatwiejsze, bo wszystko łącznie z rozpuszczaniem masła robi za mnie robot, ale uwierzcie mi warto spróbować bez względu na możliwości bo smaczne są niesłychanie.
Żeby nie było, że moje zachcianki ograniczają się do niezbyt zdrowego żarła uroczyście oświadczam, że codziennie pochłaniam pyszne, świeże, owocowo-warzywne koktajle. Zjadam też pożywne, zdrowe śniadania, robię lekkie obiady i delikatne kolacje. Na takie szaleństwo pozwalam sobie kilka razy w tygodniu i nie jest to 7 razy 






