Dokładnie od 5 lat jesteśmy w posiadaniu idealnie dobranych obrączek, przy świadkach wsuniętych na palec serdeczny prawej ręki… no ok, chwilowo mąż jest, gdyż moje popuchnięte paluchy nie przyjmują tego szlachetnego metalu…
Dokładnie dzisiaj mija 5 lat od kiedy w piękny słoneczny dzień, odpicowani jak nigdy, w genialnych nastrojach, z motylami w brzuchu… udowodniliśmy wszystkim jak bardzo się kochamy i jak bardzo jesteśmy gotowi założyć własną rodzinę…
Składając przysięgę nie miałam najmniejszej wątpliwości, że dokonałam odpowiedniego wyboru… że to ten właściwy, ten jedyny…
ten, który poradzi sobie ze mną w każdej sytuacji, który utemperuję, który sprowadzi na ziemię, gdy będę fruwać w obłokach, który podbuduje, który przytuli, który uszanuje moje wybory i zawsze będzie we mnie wierzył, który będzie najlepszym ojcem na świecie, który będzie najwierniejszym przyjacielem, który odda ostatnią kostkę czekolady, mimo, że jęzor mu ucieka do d…, który mimo braku chęci ruszy by zrobić mi herbatę, ten przy którym mogę czuć się bezpieczna zawsze i wszędzie, przy którym starość będzie drugą młodością… nie mogłam trafić lepiej… dzięki ci za to…
5 lat… to dużo, ale nadal za mało…
a jaki bilans?… bilans zysków i strat…
Nie wiem, czy jest sens podsumowywać nasze małżeństwo w ten sposób…
Bo zwyczajnie nie odnotowałam żadnych strat.. za to zyskałam tak wiele, że zastanawiam się, czym sobie na to zasłużyłam… mam męża, który nie jest idealny, ale jest moim ideałem… mam syna, który jest moją dumą, moją siłą, moim największym szczęściem… wkrótce zyskam kolejnego faceta do kochania… czego mogę chcieć więcej… mam ich, mam wszystko…
Bilans dodatni!
Kocham ślubnego chyba jeszcze bardziej, niż w dniu składania przysięgi… mimo, że gość potrafi niejednokrotnie wyprowadzić mnie porządnie z równowagi…
Ale takie są uroki bycia w związku… nie zawsze trzeba spijać sobie z dzióbków…. byłoby za słodko, za nudno… bywają gorsze dni… może nie, że kryzysy, ale takie zwyczajne ciche dni, czy godziny raczej… kiedy to odnosimy się do siebie bardziej oficjalnie, jesteśmy wobec siebie bardziej ironiczni niż zwykle, ale z reguły tak jak spontanicznie się to zaczęło, tak spontanicznie, aczkolwiek w przyjemniejszych okolicznościach się kończy…



