Idą święta, idą święta… doczekać się nie możemy…
Żeby umilić sobie ten czas zmajstrowałam kalendarz adwentowy…
Do tej pory taki kalendarz kojarzył mi się głównie z kolorowym kartonikiem z okienkami, w których mieściły się mini czekoladki.
Mimo, że naszym zadaniem było otwieranie codziennie jednego okienka, aż do dnia Wigilii, wszystkie 24 czekoladki w nim skitrane znikały już pierwszego dnia. U was też tak bywa, czy tylko ja taka zachłanna jestem?
Taki kalendarz miałam rok rocznie jako dziecko i taki miewał do tej pory mój pierworodny. W tym roku powiedziałam sobie, że po mało owocnym we własne twory okresie nastał czas, żeby coś wykombinować własnoręcznie.
Jak już się za coś biorę, to założenie mam zawsze jedno… coś fajnego, za niewielką kasę…
No i stworzyłam kalendarz adwentowy… 24 małe paczuszki, które kryją w sobie słodkości (nie na każdy dzień!) – małe czekoladki, żelki, lizaki, ciasteczka i drobne prezenciki np. mini kula śnieżna, pisaki, posypki do pierników, ozdoby choinkowe, brokatowy klej, naklejki, kolorowanki itp.