Once upon a time…

once

Matka… lat trzydzieści parę
Do świąt nie przygotowała się wcale

Nie jest to tradycją u niej na pewno
Lubi przygotować się do świąt pełną gębą

Lubi gdy w domu lśni i pachnie piernikami
Gdy dekoracje świąteczne zrobione ma własnymi „ręcami”

Prezenty zrobione są z wyprzedzeniem
A myśli już tylko nad nieprzejedzeniem

W tym roku wkurw towarzyszył matce nieustannie
Nie pomagała nawet relaksacyjna kąpiel w wannie

W tyle była ze wszystkim do ostatniej minuty
A wszystko za sprawą małego marudy

Ogarnąć dwóch ancymonów jej trudno było
Bez inwektyw w myślach się nie obyło

Mimo narzekań i jęków tak licznych
Matka do wniosków doszła faktycznych

Że choćby przy dzieciach zarobić na amen się miała
To ma więcej, niż by w totka wygrała

Rodzina bogactwem jest jej największym
A wspólne chwile są tym najpiękniejszym

O niczym innym nie marzy już wcale
Wszystko co ma jest doskonale

Tak więc kochani, choć święta znów okazały się za krótkimi
Cieszmy się każdą chwilą z bliskimi

Bo to dar największy i wcale się tym nie wygłupię
Skarcę każdego kto powie, że Mikołaj ma go w dupie

 

pypcie

hohoho

tree