Hey, good lookin’ what ya got cookin’?

Lubię gotować… bardzo lubię i żałuję, że ostatnio mam tak mało czasu na zrobienie czegoś bardziej wymyślnego niż rosół, czy schabowy…

Raz na jakiś czas zdarza się jednak, że moje dziecko w łaskawości swojej da mi 10 dodatkowych minut… albo co lepsze zajmie się nim babcia, albo stary i wtedy resztkami sił, ale wbijam do kuchni i ocierając ślinę na samą myśl o wyżerce oddaje się twórczości kulinarnej…

Ale do rzeczy…
Prosiłyście o przepis na kurczaka ala KFC, więc bez zbędnych ceregieli, oto on…

 

12717493_802908176520995_6089990187472507875_n

 

Potrzebujemy:
– piersi z kurczaka (ilość dowolna)
– ulubione przyprawy
– jogurt naturalny
– płatki kukurydziane

Piersiwa kroimy na bardziej podłużne, niż kwadratowe kawałeczki i wkładamy do miseczki… przyprawiamy wg uznania – u mnie: pieprz, sól, słodka papryka… zalewamy jogurtem naturalnym, mieszamy i odstawiamy na jakieś pół h do lodówy…

Następnie każdy kawałek panierujemy w delikatnie pokruszonych płatkach kukurydzianych i układamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia…

Wstawiamy do nagrzanego do 180st. piekarnika.
Pieczemy po 10 min. z każdej strony (oczywiście zależy od piekarnika)… w każdym razie aż panierka ładnie się zezłoci…

Dla mnie idealnym sosem do takiego kurczaka jest sos musztardowy, który robię z 2 łyżek musztardy i 2 łyżek jogurtu (zwykłego naturalnego lub greckiego)… opcjonalnie dla koloru można dodać pół łyżeczki kurkumy…

Tak przygotowany kurczak jest niesamowicie soczysty i mega smaczny
POLECAM!!!

 

***

I jeszcze bonus, gdybyście chciały machnąć jeszcze szybki deser…

to mam fajne przepisy na lekkie i super smaczne słodkości

 

Po 1

Sernik z jogurtu

BRAK FOTKI :/

Składniki:
1 paczka biszkoptów
1/2 szklanki oleju
1 litr jogurtu (może być grecki)
2 budynie śmietankowe lub waniliowe
1 szklanka cukru
5 jajek

Białka ubijamy i odstawiamy na chwilkę… pozostałe składniki mieszamy (oprócz biszkoptów) do momentu ich połączenia… po wymieszaniu dodajemy białka i ponownie delikatnie mieszamy… dno tortownicy wykładamy biszkoptami i wylewamy masę…

Pieczemy ok. 60min w temp. 180st (w zależności od piekarnika)
Po wyciągnięciu sernik może okazać się jeszcze półpłynny – spokojnie stężeje w lodówce – do której należy włożyć nasz sernik po ostygnięciu…

Gotowy sernik można potraktować polewą czekoladową lub malinową…

mniammm

 

po 2

Jaglane Brownie

NIESTETY BRAK FOTKI :/

Składniki:

220 g suchej kaszy jaglanej
100 g oleju
6 jajek
250 g cukru
100 g kakao
125 g mleka
125 g jogurtu naturalnego
2 łyżeczki proszku do pieczenia

opcjonalnie: garść dowolnych orzechów, rodzynek

Kaszę jaglaną ugotować w wodzie zgodnie z instrukcją na opakowaniu i wystudzić.

Gotową kaszę wraz z pozostałymi składnikami zmiksować. Po zmiksowaniu można dodać pokruszone orzeszki, czy rodzynki i wymieszać.
Masę wylać na blachę (25×25) wyłożoną papierem do pieczenia.

Piekarnik rozgrzać do 170st,, następnie dorzucić blaszkę i piec przez około 60 min (w zależności od piekarnika)

Nasze brownie na początku podrośnie, a potem opadnie co jest całkiem normalne. W środku natomiast będzie bardzo wilgotne (zakalcowate) i takie właśnie ma być! Wystudzone posypać cukrem pudrem, albo i nie…

 

pyszkaaa!

także SMACZNEGO moi mili!

liczę na to, że wypróbujecie przepisy i będziecie mnie „całować po stopach” za ich podanie… :)

Będzie fit… będzie git…

Za nami pierwszy miesiąc nowego roku…

Przyznać się ile noworocznych postanowień poszło już w niepamięć, he?

Kto poległ, a kto w nich nadal trwa?
Po dniu jutrzejszym statystyki zapewne ulegną zmianie :)

W ubiegłym roku z racji bycia kinder – niespodzianką nie miałam żadnych postanowień… nie miało to sensu, bo z góry skazana byłam na zerową kondycję fizyczną i nadprogramowe kilogramy… a to wszystko w pakiecie z szalejącymi hormonami, które robiły ze mnie raz szlochającą ofiarę losu, raz wydzierającą japę psychopatkę… masakra

A ponieważ tych postanowień nie było, wraz z końcem roku żal i rozpacz towarzyszyła mi za każdym razem, gdy przechodziłam obok lustra… a że mam takie zajebiście wielkie lustro w przedpokoju, żal był wprost proporcjonalny do jego wielkości…

 

10905851_15099993_pm

 

I tak oto na początku roku Anno Domini 2016 spisałam!

tak SPISAŁAM pewną listę!
ni to postanowienia, ni marzenia, ni wyzwania…

taka lista, z której chciałabym sukcesywnie wykreślać pozycję (stąd pomysł na zapisanie)… w dowolnej kolejności…

Moja lista jest baaardzo zróżnicowana.

Istnieją na niej pozycje, które do łatwych nie należą… takie, którym towarzyszyć będzie ból, pot i łzy… boooo zamierzam powrócić do wagi sprzed ciąży… sprzed 1 ciąży!

Zamierzam też polubić bieganie… mam nadzieję, że kolka i zadyszka nie zniechęcą mnie już za pierwszym razem…

Ale zanim wybiegnę, jutro wciągnę ze smakiem jednego, obrzydliwie tłustego i słodkiego pączusia… no może dwa.
Żeby jednak nie mieć większych wyrzutów sumienia dziś machnęłam takie pączki bardziej fit… nie na tłuszczu, a w piekarniku… wyszły pyszkaaaa…

 

donuts

 

no i kto liznął monitor? :)

Jeśli macie na takie chrapkę w necie znajdziecie mnóstwo przepisów na „pączki pieczone”, ja skorzystałam ze swojego starego przepisu na cynamonowe bułeczki… 

Wracając do mojej tajemniczej listy… są też na niej opcje, które w teorii na skomplikowane nie wyglądają np. przemalowanie mieszkania… ale to w teorii! bo w praktyce to nie lada wyczyn wymagający większej konsekwencji, niż ćwiczenia… wiem, bo już miałam jedno podejście i skończyło się na przemalowaniu 1/3 ściany… z czasem różnica w odcieniach się zatarła, więc pora ponownie wpisać to w plan działania…

tylko może tym razem prosząc o to fachowca…

Lista moja opiewa również w modowe must have…

powiecie, też mi wyczyn… ano wyczyn… dla kogoś, na kogo na początku zagrożonej ciąży wypiął się ZUS ograniczając skutecznie budżet rodzinny i zmuszając tym samym do walki o własne pieniądze na drodze sądowej, co jak wiadomo może potrwać latami… mimo tego, mam nadzieję, że właśnie te pozycję wykreślę z listy najwcześniej… przy wiosennych porządkach zrobię na nie miejsce w szafie :)

 

www.gartees.pl

 

Jako, że przy dwójce ancymonów ciężko się zorganizować ze wszystkim, a zmęczenie i wkurwienie niejednokrotnie sięga zenitu na liście jest kilka opcji dla ciała i ducha…

no muszę się kurde raz na ruski rok odstresować i nie muszą to być jakieś wymyślne masaże (chociaż nie pogardzę)… zadowolę się relaksacyjną kąpielą w wannie bez towarzystwa, obejrzeniem całego filmu bez przerwy na „mama jeść, pić, siku”, spacerem bez pchania wózka, którym miota jak żaglem na wietrze i drugiego czorta, który chodzi własnymi ścieżkami… potrzebuję chwili tylko i wyłącznie dla siebie…

W sumie spisałam 50 pozycji… myślę, że w tak zwanym międzyczasie dojdzie jeszcze kilka…

Nie zamierzam robić nic na siłę, żeby się szybko nie zniechęcić… małymi kroczkami do celu.. a ponieważ wierze w cuda… wierzę również, że dam radę sprostać większości z nich…
Pod koniec roku pokaże Wam moją listę i wspólnie ocenimy ile pozycji udało się odhaczyć.

A Wy macie jakieś cele do zrealizowania na 2016?

Pochwalcie się… będę trzymać kciuki!