Mam tę moc… mam tę moc…

Jestem mamą, a jakie są twoje supermoce?
Wiecie o czym mówię? Nie?

To albo jeszcze nie doświadczyłaś macierzyństwa… albo jesteś tatuśkiem, który ciągle wierzy, że to on jest największym superbohaterem w domu… pfy…

Moje supermoce obudziły się we mnie wraz z przyjściem na świat ponad 3.5 kg chłopczyka, który po opuszczeniu moich trzewi wydał z siebie dźwięk przypominający małą kózkę…

 

To dokładnie w tamtym momencie ujawniła się moja pierwsza supermoc…

 

SŁUCH DOSKONAŁY… wśród ogólnego zamieszania i hałasu jaki panował na sali operacyjnej (cesarka) mój słuch wyłapywał tylko odgłosy mojej kózki… byłam skupiona, czujna i bardzo spokojna… wiedziałam, że to pozytywne dźwięki, że krzywda mu się nie dzieje…

Od tamtej pory moja supermoc nabierała tempa…

mimo 6 dzieci na sali, biorąc prysznic słyszałam, że to właśnie moje maleństwo nawołuje… doskonale słyszę każdy oddech moich dzieci… słyszę, kiedy zmieniają pozycję podczas snu… słyszę też każde przekleństwo, które sobie młodzian wymamrocze pod nosem w drugim pokoju…

tak, moi mili… mam słuch doskonały!

 

Kolejna moja moc dała o sobie znać, kiedy moje dziecko zapałało chęcią komunikacji z otaczającym go światem i ludźmi… kiedy zaczął gaworzyć, krzyczeć, gestykulować… każdy patrzył z wytrzeszczem oczu i dziwacznym uśmieszkiem „o co temu dziecku chodzi?”… a ja wiedziałam… zawsze wiedziałam, jakie są jego potrzeby… JĘZYK NIEMOWLĘCY nie jest mi obcy… mogłabym robić z tego doktorat… 

 

Potrafię też CZYTAĆ W MYŚLACH… w sumie potrafiłam to chyba już wcześniej… niejednokrotnie udawało mi się komuś wybić z głowy głupotę, zanim padło jakiekolwiek słowo, czy czyn… i to mi zostało, ale przy dzieciach nabrało mocy…

 

Zawsze zdążę złapać ancymona zanim skręci z kursu by wejść do kałuży w tenisówkach… albo zanim rzuci kamieniem, którym jeszcze przed chwilką się tak zachwycał… rzucę złowieszczo wzrokiem kiedy czuję, że przymierza się do oddania ciosu w stronę brata… wiem, co chce kiedy maślanymi oczkami patrzy i mówi „maaamooo”… po prostu wiem…

 

Z reguły przez całe życie wykazywałam się wysoką odpornością na ból (z wyjątkiem dentysty), ale dopiero przy dziecku odkryłam, że wbicie palca w oko, czy też nos… szczypanie, drapanie, czy gryzienie nie złamałoby mnie podczas torturowania, gdyby mnie np porwano w celu uzyskania jakiś tajnych informacji (ale takich nie mam, więc nawet nie próbujcie!)… 

 

Dzięki dzieciom odkryłam też, że nie będąc wampirem mogę FUNKCJONOWAĆ BEZ SNU.

Wcześniej wiedziałam, że można nie spać np 2 doby, bo jest fajna impreza i w ogóle, ale potem kolejne 3 to było odsypianie.. a teraz?

Teraz, ja matka od 5 lat przespałam może…. max 5 całych nocek… w sensie tak ciągiem jakieś 6h, bo to już szczyt marzeń aktualnie…

Od 5 lat mam regularne pobudki najpierw na cyca, potem na butle, ząbki, gorączki, siku, złe sny… czasami trzeba się wspomagać dużą ilością kawy, ale jak widać da się…

 

WIELOZADANIOWOŚĆ to też ważna supermoc, której bez wątpienia jestem posiadaczką… nie widzę problemu w robieniu obiadu z dzieckiem na ręku, przy jednoczesnym rozmawianiu przez telefon i robieniu listy zakupów, albo robieniu zakupów przez internet… mogę też jednocześnie ubierać dwójkę dzieci, nastawiając przy tym pranie i pisząc posta…

ot, taka zaradność…

 

Istotną supermocą matki jest ODWAGA… bez mrugnięcia okiem, pokonam każdego potwora czyhającego w ciemnym pokoju, przegonię najstraszliwsze koszmary i z uśmiechem na twarzy zajrzę w wypełnioną i najprawdopodobniej bardzo toksyczną pieluchę… kogo stać na taki akt odwagi? Na pewno nie ojca :)

 

O SILE matki też krążą legendy… wyrobione od wnoszenia na 3 piętro dzieci + zakupy, bicki mają moc… silne ręce matki rozdzielą każde, nawet najbardziej przylegające do siebie klocki lego, odkręcą każdy słoiczek, czy butelkę….

Barki matki uniosą nie tylko wspomniane dzieci i zakupy, ale też wózek, worek z zabawkami, parasolkę, tonę  makulatury (rysunki dziecka z przedszkola) i skarby znalezione przez dzieci na spacerze… jednocześnie!

 

Ponadto przy dzieciach nabyłam mocy PRZEISTACZANIA SIĘ… najczęściej jestem psem, kotem lub koniem… ale dzięki uprzejmości młodzieży zdarza mi się przyjmować ludzką postać i wówczas staję się niepokonanym Ninją, złowieszczym piratem, paralitycznym breakdancerem albo Michaelem Jacksonem (tak! czasami tańczę moonwalk)…

 

Dopóki nie stałam się matką nie wiedziałam, że posiadam jedną z najważniejszych supermocy… SUPERMOC UZDRAWIANIA… 

każde zdarte kolanko, czy skaleczony paluszek wyleczę jednym pocałunkiem… na gorączkę lub bolący brzuszek jak nic pomaga moja dłoń… przy takiej supermocy Marvelowscy superbohaterowie mogą się schować!

 

Tak moi drodzy… jestem Matką… Supermatką…

 

13255922_869136669898145_963930558481719984_n

przynajmniej dla moich dzieci…

a jakie są Twoje supermoce?

Let’s get this party started…

Sama nie wiem jak, kiedy i w ogóle, ale już dosłownie za chwilkę Frycu mój kochany skończy rok! 

Całe 12 miesięcy z nami! Naprawdę nie wiem jak, kiedy i w ogóle…

 

A niedługo po tym… jego cudowny starszy brat kończy 5 lat!…

5 lat mój R. malutki… ach… czasie przystopuj…

 

I tak sobie obmyślam i spiskuje jak tu wydać w niezauważalny przez starego sposób troszkę kasy, żeby przygotować fajową imprezkę… musi być fajowa… moje dzieci zasługują na fajowe imprezy… a to, że sama mam przy tym mega ubaw to już inna sprawa… mam ostatnio wielką potrzebę tworzenia… dlatego mniej mnie na blogu… tworzę, zmieniam, kombinuje…

 

Aktualnie działam w temacie roczku… dla mojego słodziaka to będzie wyjątkowy dzień… już zacieram łapki na samą myślą o manualnym szaleństwie jakie mnie czeka…

Motyw przewodni wybrany… do roboty matka!

 

Niektórzy z Was wiedzą jak wiele radości sprawia mi organizowanie imprez… jestem zła na siebie, że w odpowiednim czasie nie odważyłam się obrócić tego w sposób na życie… w sensie na zarabianie…

Lubię to robić i może powieje wrodzoną skromnością, ale całkiem dobrze mi to wychodzi…
Miałam przyjemność brać udział w kilku przygotowaniach do imprez moich znajomych… być może przez grzeczność, ale nie narzekali…

 

No i oczywiście każda impreza mojego Starszaka dała mi pole do popisu…

 

Teoretycznie jedynym ograniczeniem do przygotowania fajnej imprezy jest kasa… ale to teoretycznie, bo w praktyce jest tak, że nawet jak jej nie ma to można coś wykombinować z tego co się ma…

Jeśli chodzi o imprezki mojego syna to przez pierwsze 2 lata sama wymyślałam tematykę, sugerując się aktualnymi zainteresowaniami młodziana… później koleś już sam podrzucał pomysł na motyw przewodni i czekał z niecierpliwością na efekty… za każdym razem udało mi się wywołać u niego zachwyt… a nawet łzy szczęścia… o swoich nawet nie wspomnę…

Inspiracji szukam zawsze w internetach… głownie na zagranicznych stronach.
Niestety ze względu na licencję, a właściwie jej brak na naszym rynku są bardzo ograniczone ilości gadżetów, które aktualnie są mi potrzebne… chociaż i to na szczęście co roku się zmienia…

Dlatego często, gęsto zamiast wydawać miliony monet robię coś sama… drukuję, maluję, rysuję, wycinam, kleje i inne takie…

 

Podrzucę Wam kilka pomysłów… kto wie, mogą się kiedyś przydać…

Do tej pory w mojej rodzinie nie było małych dziewczynek zachłyśniętych księżniczkami, czy poniaczami dlatego to inspiracje raczej dla małych facetów…

 

Lecim…

 

Elmo i przyjaciele

To był roczek Rubena… jedyna bajka, która przykuła jego uwagę na dłużej niż pół minuty to był „Elma świat”… chichotał przez całą bajkę… także Elmo stał się gościem honorowym na jego pierwszej urodzinowej imprezie… (kliknij na fote, żeby powiększyć)

 

elmo
elmotort

 

Tort to oczywista oczywistość…

Pierwszy raz wtedy robiłam Piniate. Dzieci, chociaż małe miały ubaw nie większy, niż dorośli…

 

elmo piniata

 

Kubeczki to jedyna rzecz, która wtedy była dostępna z takim motywem (teraz do wyboru do koloru dodatków Elmo)

 

elmo kub

 

Mini Candy Bar z pluszakami

 

elmocan

 

Dla gości w podziękowaniu za przybycie zamówiłam przypinki z bohaterami ulicy sezamkowej.

 

elmo podz

 

Zaproszenia robiłam sama – prosty program graficzny, wydruk i laminator (fotka zginęła w akcji)

Girlandę z imieniem wydrukowałam i pokolorowałam (oszczędzałam kolorowy tusz, który był na wykończeniu)

 

elmogir

 

Bob budowniczy

Chyba każdy mały chłopieć marzy by coś zmajstrować… walnąć młotkiem, użyć śrubokręta, pogrzebać w skrzynce z narzędziami taty i zobaczyć koparkę… Ruben oprócz zamiłowania do destrukcji kochał koparki… miał na ich punkcie fioła… no to urodziny były niczym z placu budowy…

 

tort

IMG_6774

 IMG_6794

 

Tort zamówiłam polany czekoladą z kuleczkami ustawiłam posiadane już koparki i mini plac budowy gotowy.

Kask również z wyposażenia mojego małego wówczas Boba podpisany specjalnie dla jubilata.

Kilka zakupionych gotowych dekoracji z Tesco (czapeczki, słomki, serwetki -> te z motywem Boba, talerzyki gładkie)

Baner zrobiony ręcznie

Taśma zakupiona w markecie budowlanym również posłużyła do dekoracji kilku przedmiotów (buteleczek, balonów)

 

Komiksowi Superbohaterowie

Nie ukrywam… mój ulubiony temat… uwielbiam te wszystkie kolorowe komiksowe chmurki boom, wow… a każdy mały chłopczyk marzy by choć na chwilę stać się superbohaterem… także wedle życzenia przenieśliśmy się w komiksowy klimat…

 

spider

 

Kolorowe chmurki wydrukowałam, powycinałam i przyklejałam gdzie się da… na batoniki, pomponiki, napoje… te czarno białe wycięłam z bloku technicznego i zapisałam markerem.

 

ur.6

 

Pompony zrobiłam z bibuły.

 

kabooooom

 

Obrus i talerzyki kupiłam gotowe.

Koszulki jak na super rodzinę przystało mieliśmy w szafie :)

Tort zamówiony biały z kuleczkami i obręczą.

 

10569009_10202251112829534_3880477539606533131_n

 

Ludziki z licznych zasobów jubilata.

Toppery na tort wydrukowane i nadziane na patyczek.

 

Lego Ninjago

U nas ciągle numero uno… nie wiem, czy kolejne urodziny 5 latka nie odbędą się pod tym samym tytułem… bo LEGO NINJAGO rządzi!

 

1tort

1sciana

3lizaki

2kubeczki

1piniata

 

Na torcie wiadomo… cała ekipa kolorowych ludzików.

Topper na tort zrobiony na szybko.

Wydrukowałam oczy ninjago w kilku rozmiarach i nakleiłam na kubeczki, balony, lizaki. 

Z gazetek, których u nas cała masa powycinałam kilka postaci i gotowe.

 

 

Imieniny też lubimy robić tematyczne… raz nam się udało uwiecznić…

 

Potwory i Spółka

Znacie Majka i Salivana… na pewno znacie… nie trudno o zielono niebieskie dekoracje… spróbuj 

 

galertka

kolaz

mike

draze

 

 

Część wydrukowana, część kupiona jako gotowce… do tego motywu znajdziecie co Wam się tylko zamarzy.

 

I co Wy na to?

Pochwalcie się jeśli przygotowaliście jakąś imprezkę…

Zainspirujcie mnie do dalszych działań…