Houston mamy problem…

Jest mąż i żona… i jest sypialnia… a w niej łóżko…

duże takie, wygodne, idealne do… spania we dwójkę.

W teorii dzieje się tu magia… bo tylko w teorii jest to łoże małżeńskie.

A wszystko to za sprawką okazałych rozmiarów 5 latka, który noc w noc gramoli się między rządnych siebie małżonków… i jak gdyby nigdy nic słodko zasypia grzebiąc u starych nadzieję nie tylko na jakiekolwiek tetate, ale i na jakiekolwiek wyspanie.

 

14680788_968598839951927_2523507074645256969_n

 

Jak żyć się pytam? Co robić? Help, hilfe, aiuto!

Co zrobić, żeby pokochał swoje równie wygodne łózko w swoim! pokoju?

Wyjątkowo każda ciocia dobra rada mile widziana… spróbuję wszystkiego!

Przyznaję się bez bicia, że to moja wina… no nie da się ukryć…
W poprzednim okresie zimowym, stary z racji permanentnego przeziębienia chrapał tak okrutnie, że w obawie przed utratą życia (tak! udusiłabym go poduszką!) postanowił przenieść się do salonu.

Ja absolutnie nie protestowałam mimo, że przyzwyczajona jestem do dotykania wrzoskowych giczy pod kołderką… i w związku z tym przyzwyczajeniem zastąpiłam gicze męża na giczunie synusia…

raz, czy dwa, czy 10 pozwoliłam spać ze sobą i efekty właśnie opłakuje…

Powrót starego do łoża nie wybił młodemu z głowy zabawy w samca Alfa… codziennie na beszczela włazi między nas… i ani prośbą, ani groźbą gada nie przepędzisz…

Generalnie gówniarz zasypia przy nas w salonie znudzony oglądaniem Romana co biega po Wspólnej… potem jest sukcesywnie odnoszony do swojego łóżka… i po chwili, albo dwóch zrywa się jak poparzony i z zamkniętymi ślepiami, po omacku lezie w kierunku sypialni… no masakra!

Jako, że jestem winna zaistniałej sytuacji próbowałam naprawić swój błąd i korzystałam z wielu metod:

– zostawiałam włączone lampki z nadzieją, że przy pełnym oświetleniu będzie spał lepiej – nie pomogło

– obłożyłam superbohaterami, którzy przy wcześniej wymienionym oświetleniu dodatkowo mieli zadbać o dobry sen – nie pomogło

– uwiłam sobie gniazdko tuż obok łóżka… na podłodze spać chciałam, żeby tylko czuł się bezpiecznie! A ta franca myśląc, że już twardo kimam cichaczem uciekł z łóżka i heja do sypialni – znowu porażka

– posunęłam się też do mega wychowawczego triku obiecując gwiazdki z nieba, worki słodyczy, potrójne lody i wypasione zestawy lego – i niestety nie przystał na mój dil…

No i co? Co mam począć? Jak go przekonać, żeby spał u siebie…
Budzę się powykręcana jak sznurówka… nery mam poobijane bo przecież miota nim przez sen jak szatan… strach pomyśleć co to będzie jak młodszemu się zachce kwartetu.

No nie odstąpię im sypialni i koniec! To miała być moja oaza spokoju i namiętności! Coś mi się należy w tym męskim świecie! 

 

Pozdrawia niewyspana i okopana matka polka vel yummymummy
Peace