Czas ostatnio płata mi figle i mija nieprzyzwoicie szybko, pozbywając mnie możliwości zrealizowania wielu mniej lub bardziej ważnych spraw.
Jeśli już kiedyś zaglądaliście do mnie podczas mojej (większej, niż obecnie) aktywności blogowej lub znacie mnie osobiście to wiecie, że lubię mieć łapy poklejone klejem, pomalowane farbą, poprzecinane od nożyka… że lubię tworzyć różne różności…
że generalnie lubię robić coś, dla kogoś, komu moje dzieło sprawi odrobinę przyjemności.
Przez ostatnie 6 lat moim głównym celem jest sprawianie przyjemności moim dzieciom.
Staram się podarować im takie dzieciństwo, które kiedyś będą wspominać z uśmiechem od ucha do ucha. Rzecz jasna staram się to robić każdego dnia, ale są takie chwile, które mam nadzieję zarysują się w ich pamięci najgłębiej.
To dzień ich urodzin… chce żeby wiedziały jak ważny był dla mnie moment pojawienia się ich w moim życiu… jak wiele dla mnie znaczył i jak bardzo każdego roku wzruszam się na samą myśl o tym, że tak bardzo tego dnia mnie uszczęśliwiły.
A ja mogę i chcę w wyjątkowy sposób świętować każdą rocznice pojawia się ich na świecie… moim świecie.
Celebrując dzień ich urodzin, przygotowuję dla nich imprezkę w gronie najbliższych i staram się, żeby zawsze była tematyczna, zgodna z ich aktualnymi zainteresowaniami i żeby nie zabrakło dla nich atrakcji.
Od kilku lat praktykuję pojawienie się piniaty urodzinowej… jej zdewastowanie to najbardziej oczekiwana atrakcja imprezy.
Pierwszą piniatę zmajstrowałam dla pierworodnego w dniu jego pierwszych urodzin.
Wtedy czasu miałam jakby więcej i robiłam ją zgodnie z internetowym tutorialem, sklejając nadmuchanego balona milionami kawałków potarganej gazety. Byłam z siebie dumna, bo wyszła fajnie i zgodnie z jej celem sprawiła maluchowi dużo radości.
Trzymałam się takiej wersji przygotowywania przez długi czas… aż pojawił się syn nr 2, który skutecznie zapełniał mój czas 24h na dobę 7 dni w tygodniu.
A zbliżały się 4 urodziny pierworodnego, który prosił o przygotowanie piniaty rodem z ninjago.
Nie mogłam go zawieżć… no nie mogłam… temat był banalny (mamy wiele przedniotów z ninjago), motyw na piniatę też żaden wyczyn, ale to klejenie na tym balonie… na samą myśl o zarwanych nockach, żeby to zrobić wzbudzał we mnie odruch wymiotny…
I wtedy mój genialny umysł doznał olśnienia… wystarczy coś gotowego okrągłego i po problemie.
I tak oto mam dla was szybki sposób na pianiatę i wielką radość u naszych milusińskich:
Potrzebujemy:
– okrągłego, papierowego lampionu (abażuru, lampy). Jak zwał, tak zwał… niedroga rzecz ok 6zł
– kolorowa bibuła
– klej na gorącą lub inny magiczny klej
– 2 tekturowe koła zakrywając wlot i wylot
– pomysł na projekt
i voila…
Rozkładamy lampion zgodnie z instrukcją mocując na drucianym stelażu. Zaklejam dół lampionu tekturowym kołem (od środka lampionu), całość ozdabiam kolorową bibułą zgodnie z pomysłem jaki wbił się do głowy, do środka wrzucam słodycze (głównie małe osobno pakowane łakocie: lizaki, gumy, żelki – czekoladek nie polecam w letnie dni, gdyż grozi to ich rozpuszczeniem i uzyskaniem papki po rozsypaniu się słodyczy).
Dzięki temu, że lampiony papierowe rozkładane są na drucianym stelażu problem z mocowaniem sznureczka też jest z głowy, bo trzyma się pięknie i nie przyspiesza rozwalenia piniaty. Górę zaklejam drugim kawałkiem tektury przyozdobionej jak reszta piniaty z dziurką przez którą przekładam przypomocwanydo stelaża sznurek i gotowe.
Gwarantuję, że tak przygotowana piniata nie rozerwie się szybciej, niż te przygotowane na balonie. Konstrukcja druciana nie spadnie, robiąc dzieciom krzywdę, gdyż pozostanie przywiązana do sznurka, a sznurek (piniata) zostanie przywiązany do drzewa, drążka, czy ręki osobnika, który będzie na tyle odważny, aby trzymać piniatę uderzaną przez rządne demolki dzieciaki.
Po rozwaleniu piniaty dzieci interesują już tylko suveniry, które z niej wypadły, a wy możecie swoje zdewastowane dzieło, które spełniło swoją rolę wyrzucić do kosza.
Taka pianiata sprawdziła się u mnie już kilkakrotnie. Żałuję tylko, że kiepsko się przygotowałam do takiego wpisu i nie mam zdjęć wszystkich moich piniat. Bo wiadomo jako główna organizatorka imprezy, wiecznie w biegu, fotek nie mogę robić, a oprócz mnie nikt inny o tym nie pomyśli i najczęściej z imprez fotek nie mam prawie w ogóle.
Mam nadzieję, że uda mi się Was zainspirować do wykonania takiej piniaty np. w prezencie dla swojej pociechy, albo wspólnie z maluchem dla podwójnej satysfakcji.
Jeśli uda Ci się przygotować taką piniatę koniecznie mi się nią pochwal. A może masz swoje sposoby na przygotowanie takiej atrakcji dla dzieci. Pokaż… chętnie poznam twoje sposoby.
PS. powiem wam w sekrecie, że taka piniata to nie tylko super fun dla dzieci, ale i dorosłym potrafi sprawić wiele radości. A w wersji dla dorosłych można zamiast słodyczy powrzucać inne praktyczne gadżety 😉