Cukierek albo psikus

Zbliża się wielkimi krokami strasznie lubiany przez dzieci (ale i posiadających odrobinę dystansu oraz poczucia humoru starych) czas… Halloween!!!

Nie jakieś tam pogańskie obrzędy, tylko zabawa… jak andrzejki, czy inne bale kostiumowe… z lekką nutką upiorności.

Jak obiecałam, tak przybywam… z pomysłami na szybką dekorację i czymś na ząb…
Z czeluści dysku pamięci wygrzebałam coś, co sama kiedyś robiłam inspirując się tym co znalazłam w necie.

Nie da się ukryć, że mroczną atmosferę robią dekoracje… gotowce dostaniecie za nieduży hajsik niemal w każdym sklepie… pajęczyny, czachy, dynie… co wyboru, do koloru…

U mnie przodują czachy… zresztą nie tylko przy okazji Halloween…

Kiedy sobie coś ubzduram, a nie jest to odstępne drogą kupna i dodatkowo mam wenę twórczą to nożyczki idą w ruch, a palce aż skwierczą, od oparzeń klejem…

Bawiąc się w Halloween nie można zapomnieć o królowej tego dnia – Dyni.
Można powycinać różne formy albo pomalować… lub coś poprzyklejać… jaka by nie była, będzie zacna… nawet taka saute.

Bardzo chciałam, ale nie znalazłam wszystkich fotek, więc musicie uruchomić swoją wyobraźnię i zobrazować sobie co jeszcze mogłam zmajstrować… bo kto mnie zna… ten wie, jak bardzo lubię tego typu pracę.

Dekoracje, dekoracjami… ale jeść trzeba… a taki, specyficzny klimat wymaga nawiązującej do tematu uczty kulinarnej… ale jednocześnie nie musi wymagać zdolności kulinarnych.

Jestem zwolenniczką szybkiej kuchni, szkoda mi czasu na długie babranie się w kuchni…

Obowiązkową pozycją na moich imprezach… a nawet podczas każdo-weekendowego nygusowania przed TV jest deska przekąsek… szybka – bo wykładasz to co lubisz i co tam akurat lodówka ma w swojej ofercie… a żeby było bardziej creepy wystarczy dorzucić jakiegoś szkieleta, albo zrobić pikery (obrazki na wykałaczkach).

Do kawusi natomiast zawsze super sprawdzi się dobre ciacho… np. potworne paszcze wycięte z gotowego ciasta francuskiego (przekładane konfiturą) lub typowo jesienne ciasto dyniowe… ewentualnie zwykłe ciasto czekoladowe, które można przyodziać na różne sposoby… u mnie jakieś cukierkowe dynie lub ciasteczka robiące za nagrobki

A najlepsze jest to, że z części takiego ciasta możecie zrobić super smaczne cake popsy- te poniżej robiłam ostatnio w pośpiechu.

Wystarczy pokruszyć ciasto, dodać troszkę serka mascarpone i nutelli lub masła orzechowego, wymieszać (ugniatać do połączenia składników) i uformować kulki… w kulki wbić patyczek i schłodzić… w międzyczasie roztopić czekoladę w mikrofali, albo kąpieli wodnej… schłodzone kulki maczać (lub polewać) w czekoladzie i dowolnej posypce (z posypka radzę działać od razu, bo czekolada mega szybko zasycha na schłodzonych kulkach)… i ciasteczkowe lizaki gotowe…

Dobra, przyznaję jest przy tym ciut więcej roboty, niż przy upieczeniu samego ciasta, ale efekt jest bardzo zadowalający – raz nie zawsze

Strasznie fajny efekt robią wszelkiej maści mini deserki (w słoiczkach, szklaneczkach etc.), na pewno spotkaliście się z takimi przy słodkich stołach na różnych uroczystościach… ale jak ktoś nie ma ochoty robić wymyślnych kremów, brudzić sobie mikser i szpryce to polecam kolorowe galaretki… raczej wszystkim smakują, wyglądają jak gluty i mogą tworzyć upiorny klimat.

Żeby brzuszki były zadowolone wypadałoby zjeść coś ciepłego… wtedy najlepiej wrzucić coś, co zadowoli wasze osobiste kubki smakowe, a jeśli będzie się to robiło praktycznie samo, w piekarniku to +100 do zajebistości…

Z reguły ciężko jest strzelić fotkę dań na ciepło, bo wygłodniałe towarzystwo sięga szybciorem po taki „konkret”, a średnio wypada kazać im czekać, aż Pańcia to uwieczni…

U mnie kiedyś były to pałeczki z kurczaka i zapiekanka warzywno-makaronowa, ozdobione chipsami oraz parówki-mumie zawijane w ciasto francuskie.

Jak już pojedli do syta wypadałoby się napić… czy to soczek, czy drineczek można go odpowiednio odpicować, żeby wyglądał strasznie zajebiście i tak też smakował do ostatniej kropelki… dla ewentualnie oburzonych „krew” to u mnie zawsze mus truskawkowy…
jest sobota wieczór – więc puchary w dłoń…

Nie da się ukryć, że najważniejszą atrakcją podczas Halloween są słodycze. Dzieciaki już przebierają nóżkami na łupy od sąsiadów… miały jeden rok przerwy przez pandemie, więc nie mogą się doczekać… nie zdając sobie sprawy, że matka zarekwiruje część zdobyczy dla potrzeb własnych 🙂

Tych, którzy zawitają do naszych drzwi też zawsze częstujemy słodkościami… uprzednio przyprawiając ich o mikrozawał, a sąsiadkę o dodatkową Zdrowaśkę.

Jako, że Halloween to wigilia moich urodzin z reguły tego dnia świętuję z najbliższymi…
1 listopad nie nastraja do imprezowania… a w tym roku nie nastraja mnie wyjątkowo.

Tak, czy siak bawcie się dobrze… bo życie jest za krótkie, żeby bawić się źle..

HAPPY HALLOWEEN!!!!

PS. Jeśli jednak czujecie niedosyt mam dla was kilka fotek prosto z Pinteresta…

Można zrobić użytek z przedmiotów, które najpewniej macie w domu (woreczki, kubeczki jednorazowe) i w tej sposób przygotować przekąski.

Paluszki, ciasteczka lub owoce również można podać w nieco innej formie…

A z gotowego ciasta francuskiego można wyczarować potwornie wiele smacznych dziwactw.

Dziękuję – Pozdrawiam

Sylwester z dwójką… dzieci

Już od kilku lat żegnamy rok w swoich wrzoskowych pieleszach.

Trochę z wyboru, trochę z braku laku… 

Bale sylwestrowe już nas nie kręcą, jak dawniej… nie dość, że trzeba wydać na taką okoliczność milion monet, to jeszcze wypadałoby nienagannie wyglądać… jakiś fryz, makijaż, kreacja… i rajstopy… o kurwa rajstopy… niechęć do rajstop to wystarczający argument, żeby nie chodzić na tego typu imprezy… aaa i ten kac dnia następnego… fuck… starość nie radość.

Domóweczki?… a i owszem… ale nie z dziećmi u nogi… a oddać ich w duecie to nie lada wyzwanie.

Dlatego nie narażając dziadków, na stres ostatniego dnia roku… a znajomych na ewentualne straty materialne, pozostaje nam nasza własna domóweczka.

Ostatni dzień roku należy celebrować należycie… z dziećmi lub bez. A jako, że u nas już postanowione i do tego mam kilkuletnie doświadczenie w tego typu imprezach podzielę się z wami przepisem na udanego sylwestra z dzieciakami:

po 1. Musicie zadbać o wyżerkę!!!

Spróbuj nie nakarmić imprezowiczów i bankowo zjebią ci cały wieczór.

Musisz się więc zaopatrzyć w ulubione przekąski niziołków: chipsy, popcorn paluszki – to wiadomo, ale do tego jeszcze coś extra…  jakieś ciacho, galaretki, deserki… plus coś na ciepło…. u nas najpewniej będą to kurczaki w płatkach, które robiliśmy np.  TUTAJ  i bagieta czosnkowa – moje chłopaki uwielbiają!

Dzieciaki pojedzą – mniej fochów – lepsza impreza!

Podniebienia starszych są nieco bardziej wymagające i z tej oto okazji wjedzie sushi i inne robactwo…. i tu pojawia się u mnie już ślinotok… robaki uwielbiam!

po 2. Nawadnianie

Jako, że dzieci z dużym prawdopodobieństwem przyjmą dużą dawkę cukru, będą biegać jak szalone… bez celu… w tą i z powrotem… upoceni po grzywę… takiego osobnika należy koniecznie nawadniać. Najlepiej wodą… ale wiadomo bez soków się nie obędzie… a do tego jest sylwester więc należy się wyposażyć w napoje wyskokowe typu piccolo…. te koniecznie w kieliszkach… plastikowych – niech poczują się jak paniska.

Starszyzna rzecz jasna uraczy się lekkimi, kolorowymi drineczkami, które mają za zadanie zmienić starych w okazę spokoju… i zwyczajnie pomóc przetrwać ten wieczór.

piccolooo

W tym roku nasze trunki będziemy tuningować jadalnym brokatem… będziemy sobie wmawiać, że pijemy magiczne eliksiry, które sprawią, że 2019 będzie przezajebisty 🙂 

brokat

po 3. Dekoracje

Przecież wiecie, że u mnie to punkt obowiązkowy każdej imprezy.

Chyba już jestem zboczona pod tym względem.

Kupuje dekoracje na każdą, nawet najmniejszą okazję… a nawet bez okazji…           Ps. wynajmę piwnice do przechowywania wszystkich moich dupereli!

Wróć…

balony, girlandy, konfetti, słomeczki, kubeczki, miseczki, talerzyki i impreza gotowa. Do tego żarówka disco i pozamiatane 🙂

deko-1

W tym roku stawiamy na blichtr i splendor… złoto i srebro… dużo… wszędzie… tylko o dziwo brokatu nigdzie nie mogę dostać, bo bym się nim cała obsypała….

i błyszczała tak cały wieczór… i pewnie jeszcze kilka kolejnych dni…

Zobaczcie jakie cuda upolowałam na tegoroczną imprezkę

po 4. Stylóweczka

Jesteśmy w domu i możemy śmigać w dresach, czy piżamach… ale umówmy się, jak się trochę odpicujemy, to nie legniemy pod kocem na kanapie i nie będziemy gnić do godziny 24, żeby zaraz po tym pójść grzecznie spać.  

Możemy sobie na przykład zrobić domowy bal przebierańców, albo przyodziać inne odjechane wdzianko i szaleć odrobinę inaczej, niż zwykle.

po 5. Muzyka

No przecież, że bez tego ani rusz. W TV dla każdego coś dobrego… tak pod nóżkę akurat.

My czekamy na zapowiedziany w TVN występ Smolastego… idol pierworodnego. Wiem… powinien wyczekiwać.. nie wiem… Kwiatkowskiego, czy innego guru małolatów, no ale to dziecko jest niereformowalne –  Smolasty Rulez

Zanim zaśpiewa wydziabany, farbowany blondyn na pewno i stara znajdzie jakąś nutę dla siebie… za co z góry przepraszam sąsiadów, którzy jak my – zostaną w domach 🙂

po 6. Atrakcje

Nie wiem, jak wasze dzieciaki, ale moje nieprzyzwoicie szybko się nudzą. Zawsze…. i to wszystkim!

Dlatego, żeby przeżyć jakoś ten sylwestrowy wieczór muszę im zapewnić jakieś atrakcje.

Planuje bitwę „cieszynek Fortnite” – nie pytajcie… zobaczcie na czym to polega… będzie też konkurs z balonami, bierki z paluszków, trafianie popcornem w paszcze, pogramy w jakaś planszówkę no i tańczyć będziemy do utraty tchu.

Resztkami sił zobaczymy jak ludzie, ryzykując utratę kończyn odpalają fajerwerki… a potem wystartuje konkurs kto szybciej zaśnie… i jeśli to nie ja wygram ten konkurs, reszta nocy będzie już na zupełnym chillu…

Tak naprawdę jak spędzicie ten czas zależy tylko od was. My lubimy właśnie tak.

Najważniejsze jednak żeby razem… bez stresu…. w zdrowiu… z uśmiechami na twarzach…

Tego Wam i Sobie życzę zarówno w sylwestrową noc, jak i na wszystkie kolejne dni Nowego 2019 Roku.

F… jak Fryderyk

Rok.

Całe 366 dni z nami.

Robaku malutki… nawet nie zdajesz sobie sprawy, że dopełniłeś nasze życie swoim jestestwem.

Jesteś najsłodszą kinder niespodzianką jaką otrzymałam od losu…
i uwierzcie mi chętnie bym go zjadła… ale niestety osobnik jest wysokokaloryczny… no i świat musi się dowiedzieć o jego istnieniu…

ma mu tak wiele do zaoferowania.

 

kolaz (640x640)

 

Kto miał przyjemność poznać gościa, ten wie jaki z niego przesłodki ancymon.

Jeśli jednak przyjemność ta nigdy Cię nie spotkała, to mam zaszczyt przedstawić:
Jaśnie Pan FRYDERYK…

lat 1

3 niezwykle kąśliwe zęby na pokładzie jamy ustnej…

całe 10 kg żywej wagi…

81cm długości ciała… siatka centylowa szaleje… pediatra też…

włos bujny, niczym u znanego imiennika – guru muzyki klasycznej…

przystojny niesłychanie… co zapewne jest zasługą genów… temperament pewnie też….

dziecko generalnie pozytywnie nastawione do świata i do ludzi….

rozdaje uśmiechy na prawo i lewo… ale ma też zdrowe płuca z których potrafi w pełni korzystać… o czym zapewne wiedzą już sąsiedzi…

krótko mówiąc cud, miód, malina… i to mój CUD!

 

boyy (427x640)

 

Mój Fryderyk, Frycu, Pypciu kochany właśnie skończył rok…
na tą wyjątkową okoliczność życzę Ci synku wszelkich wspaniałości i cudowności…

zdrowia Ci życzę, bo jak ono będzie to z resztą sobie poradzisz z palcem w nosie…

zawsze podchodź do życia z dystansem, bo inaczej się nie da… sam zobaczysz…

nie bój się być freakiem… wyssałeś to z mlekiem matki… to coś fajnego, nie walcz z tym…

czerp z życia pełnymi garściami… zachłannie, nikt nie ma prawa Ci tego zabronić…

rób szalone rzeczy, żeby w przyszłości niczego nie żałować… pozwalam ci na tatuaże i kolczyki w dowolnych częściach ciała… tylko to boli, a ja (mimo olbrzymiej miłości do Ciebie) dorosłemu facetowi całować gagi nie będę!

kochaj bez pamięci i całym sercem… przede wszystkim mamusie… ale obiecuję pozwolić Ci pokochać inną kobietę…

zawsze dawaj drugą szansę… nielicznym możesz dać trzecią, ale czwartej never!

ucz się na własnych błędach… ale nigdy nie mów o nich na głos…

i chociażby nie wiem co…. zawsze, ale to zawsze bądź sobą!

 

smiechy (640x486)

 

Musisz pamiętać, że ja… MAMA będę zawsze przy tobie…

zawsze będę gotowa by podać ci rękę… zarówno przy nauce chodzenia, która przed nami… jak i wtedy kiedy zakręci ci się w głowie, gdy wypijesz pierwszego browara – nie wcześniej jednak niż po 21 roku życia!

Możesz na mnie zawsze liczyć!

Jestem dla Ciebie…

Jestem, bo jesteś…

Kocham cię Pypciu mój, Frycu kochany
Sto lat!

 

pypciu (640x360)

 

PS.

Fryderykowy roczek świętowaliśmy razem z jego kuzynką Lilianą

w ubiegłą sobotę… tę właśnie sobotę, kiedy to z nieba lał się żar tropików, a matka do ogarnięcia miała blisko 30 osób przejętych zarówno solenizantami jak i meczem Polska-Szwajcaria…
emocje były ogromne… a mi się mózg stopił i nie mam prawie żadnych zdjęć z tego ważnego wydarzenia…

oto ile udało mi się uwiecznić z naszych SUPER SŁODKICH pierwszych urodzin:

 

roczniak (355x606)

solenizanci (640x535)

tort (438x640)

podziękowania (640x470)

lizak (416x640)

candy (427x640)

posypki (640x453)

piniata (427x640)

pogromca piniaty (427x640)

prezenty (640x469)

Let’s get this party started…

Sama nie wiem jak, kiedy i w ogóle, ale już dosłownie za chwilkę Frycu mój kochany skończy rok! 

Całe 12 miesięcy z nami! Naprawdę nie wiem jak, kiedy i w ogóle…

 

A niedługo po tym… jego cudowny starszy brat kończy 5 lat!…

5 lat mój R. malutki… ach… czasie przystopuj…

 

I tak sobie obmyślam i spiskuje jak tu wydać w niezauważalny przez starego sposób troszkę kasy, żeby przygotować fajową imprezkę… musi być fajowa… moje dzieci zasługują na fajowe imprezy… a to, że sama mam przy tym mega ubaw to już inna sprawa… mam ostatnio wielką potrzebę tworzenia… dlatego mniej mnie na blogu… tworzę, zmieniam, kombinuje…

 

Aktualnie działam w temacie roczku… dla mojego słodziaka to będzie wyjątkowy dzień… już zacieram łapki na samą myślą o manualnym szaleństwie jakie mnie czeka…

Motyw przewodni wybrany… do roboty matka!

 

Niektórzy z Was wiedzą jak wiele radości sprawia mi organizowanie imprez… jestem zła na siebie, że w odpowiednim czasie nie odważyłam się obrócić tego w sposób na życie… w sensie na zarabianie…

Lubię to robić i może powieje wrodzoną skromnością, ale całkiem dobrze mi to wychodzi…
Miałam przyjemność brać udział w kilku przygotowaniach do imprez moich znajomych… być może przez grzeczność, ale nie narzekali…

 

No i oczywiście każda impreza mojego Starszaka dała mi pole do popisu…

 

Teoretycznie jedynym ograniczeniem do przygotowania fajnej imprezy jest kasa… ale to teoretycznie, bo w praktyce jest tak, że nawet jak jej nie ma to można coś wykombinować z tego co się ma…

Jeśli chodzi o imprezki mojego syna to przez pierwsze 2 lata sama wymyślałam tematykę, sugerując się aktualnymi zainteresowaniami młodziana… później koleś już sam podrzucał pomysł na motyw przewodni i czekał z niecierpliwością na efekty… za każdym razem udało mi się wywołać u niego zachwyt… a nawet łzy szczęścia… o swoich nawet nie wspomnę…

Inspiracji szukam zawsze w internetach… głownie na zagranicznych stronach.
Niestety ze względu na licencję, a właściwie jej brak na naszym rynku są bardzo ograniczone ilości gadżetów, które aktualnie są mi potrzebne… chociaż i to na szczęście co roku się zmienia…

Dlatego często, gęsto zamiast wydawać miliony monet robię coś sama… drukuję, maluję, rysuję, wycinam, kleje i inne takie…

 

Podrzucę Wam kilka pomysłów… kto wie, mogą się kiedyś przydać…

Do tej pory w mojej rodzinie nie było małych dziewczynek zachłyśniętych księżniczkami, czy poniaczami dlatego to inspiracje raczej dla małych facetów…

 

Lecim…

 

Elmo i przyjaciele

To był roczek Rubena… jedyna bajka, która przykuła jego uwagę na dłużej niż pół minuty to był „Elma świat”… chichotał przez całą bajkę… także Elmo stał się gościem honorowym na jego pierwszej urodzinowej imprezie… (kliknij na fote, żeby powiększyć)

 

elmo
elmotort

 

Tort to oczywista oczywistość…

Pierwszy raz wtedy robiłam Piniate. Dzieci, chociaż małe miały ubaw nie większy, niż dorośli…

 

elmo piniata

 

Kubeczki to jedyna rzecz, która wtedy była dostępna z takim motywem (teraz do wyboru do koloru dodatków Elmo)

 

elmo kub

 

Mini Candy Bar z pluszakami

 

elmocan

 

Dla gości w podziękowaniu za przybycie zamówiłam przypinki z bohaterami ulicy sezamkowej.

 

elmo podz

 

Zaproszenia robiłam sama – prosty program graficzny, wydruk i laminator (fotka zginęła w akcji)

Girlandę z imieniem wydrukowałam i pokolorowałam (oszczędzałam kolorowy tusz, który był na wykończeniu)

 

elmogir

 

Bob budowniczy

Chyba każdy mały chłopieć marzy by coś zmajstrować… walnąć młotkiem, użyć śrubokręta, pogrzebać w skrzynce z narzędziami taty i zobaczyć koparkę… Ruben oprócz zamiłowania do destrukcji kochał koparki… miał na ich punkcie fioła… no to urodziny były niczym z placu budowy…

 

tort

IMG_6774

 IMG_6794

 

Tort zamówiłam polany czekoladą z kuleczkami ustawiłam posiadane już koparki i mini plac budowy gotowy.

Kask również z wyposażenia mojego małego wówczas Boba podpisany specjalnie dla jubilata.

Kilka zakupionych gotowych dekoracji z Tesco (czapeczki, słomki, serwetki -> te z motywem Boba, talerzyki gładkie)

Baner zrobiony ręcznie

Taśma zakupiona w markecie budowlanym również posłużyła do dekoracji kilku przedmiotów (buteleczek, balonów)

 

Komiksowi Superbohaterowie

Nie ukrywam… mój ulubiony temat… uwielbiam te wszystkie kolorowe komiksowe chmurki boom, wow… a każdy mały chłopczyk marzy by choć na chwilę stać się superbohaterem… także wedle życzenia przenieśliśmy się w komiksowy klimat…

 

spider

 

Kolorowe chmurki wydrukowałam, powycinałam i przyklejałam gdzie się da… na batoniki, pomponiki, napoje… te czarno białe wycięłam z bloku technicznego i zapisałam markerem.

 

ur.6

 

Pompony zrobiłam z bibuły.

 

kabooooom

 

Obrus i talerzyki kupiłam gotowe.

Koszulki jak na super rodzinę przystało mieliśmy w szafie :)

Tort zamówiony biały z kuleczkami i obręczą.

 

10569009_10202251112829534_3880477539606533131_n

 

Ludziki z licznych zasobów jubilata.

Toppery na tort wydrukowane i nadziane na patyczek.

 

Lego Ninjago

U nas ciągle numero uno… nie wiem, czy kolejne urodziny 5 latka nie odbędą się pod tym samym tytułem… bo LEGO NINJAGO rządzi!

 

1tort

1sciana

3lizaki

2kubeczki

1piniata

 

Na torcie wiadomo… cała ekipa kolorowych ludzików.

Topper na tort zrobiony na szybko.

Wydrukowałam oczy ninjago w kilku rozmiarach i nakleiłam na kubeczki, balony, lizaki. 

Z gazetek, których u nas cała masa powycinałam kilka postaci i gotowe.

 

 

Imieniny też lubimy robić tematyczne… raz nam się udało uwiecznić…

 

Potwory i Spółka

Znacie Majka i Salivana… na pewno znacie… nie trudno o zielono niebieskie dekoracje… spróbuj 

 

galertka

kolaz

mike

draze

 

 

Część wydrukowana, część kupiona jako gotowce… do tego motywu znajdziecie co Wam się tylko zamarzy.

 

I co Wy na to?

Pochwalcie się jeśli przygotowaliście jakąś imprezkę…

Zainspirujcie mnie do dalszych działań…

Straszny wpis…

Halloween… amerykańskie, pogańskie święto, które mam czelność celebrować dobiegło końca… resztki pajęczyn zwisają jeszcze nad głową, strasząc sztucznym pająkiem… lustro wypaćkane sztuczną krwią, częściowo zlizaną przez Rubena prosi się o umycie… fajnie było! 

Przecież wiecie, że nie popuszczę żadnej okazji przy której mogę się wyżyć na wszystkie kreatywne sposoby… a skoro Halloween przypada w przeddzień moich urodzin to aż się prosi, żeby to połączyć…

Ostatnio dodatkową motywacją na Halloweenowe szaleństwo jest radość mojego dziecka… niestraszne mu wszelkie atrakcje związane z tym świętem… poziom jego ekscytacji w tym dniu jest tak ogromny, jak moja kreatywność kiedy robię coś dla niego…

Świetnie się razem bawimy… LUBIĘ TO!

Wrzucam kilka zdjęć tego, co udało mi się wyczarować w tym roku. 

Może ktoś będzie organizował jakąś imprezę andrzejkową, czy karnawałową o zbliżonej tematyce i przyda się odrobina inspiracji…

Zapraszam…

 

wrzos

niet

dynia

bar

bat

wiaderko

chia

gel

pianki

cake

drin

oko

kostki

franki

O upalnych urodzinach Mistrza Spinjitzu…

Cóż obywatele i obywatelki… KONIEC WAKACJI… które dla nas i tak w tym roku wakacjami były tylko z nazwy…

Nigdzie w tym roku nas nie wywiało… niestety… także baterie nie naładowane, stres rozładowuje na kim popadnie etc…

ale to nic… francą jestem od zawsze… kwestia przyzwyczajenia…

dziecka szkoda… mimo starań, aby maksymalnie wypełnić mu w atrakcyjny sposób czas – nie do końca się udało… chociaż teoretycznie na załamanego nie wygląda… to pocieszające… obiecaliśmy sobie odbić to tak, że hoho…

Jedną z atrakcji tegorocznych wakacji było urządzenie w 40 stopniowym upale imprezki urodzinowej pierworodnego o tematyce ninjago…

w mieszkaniu! – konkretnie w pokoju ok.11m2!

na ostatnim piętrze! – jak w piekle!

bez klimy! – wiatraczek tylko ruszał balonami – nie powietrzem!

dla rodziny! – której tematyka imprezy była obca…

ale nie padłam, nawet się specjalnie nie odwodniłam, dałam radę…

dla synka mojego kochanego…

(wszelkie pochwały, brawa i gratulacje mile widziane!)

 

Dzięki Bogu nie było to przyjęcie dla dzieci, bo nie wyobrażam sobie bandy nadpobudliwych fanów ninjago popierdalających z mieczami, czy nunczako między moimi nogami w takim upale… to mogłoby się źle dla mnie skończyć… albo dla nich…

Imprezka dla kumpli przeniesiona na chłodniejsze dni w miejsce, gdzie będą mogli spożytkować nabyte (chyba z kosmosu) pokłady energii… także c.d.n.

Na zakończenie kilka fotek z tego wydarzenia… do miłego…

 

4

1balony

1piniata

3lizaki

1sciana

1soki

1stół

2kubeczki

1tort

1toast

3rubenos

2rubenos

1rubenos

11jay

Rocznica… bilans zysków i strat…

Dokładnie od 5 lat jesteśmy w posiadaniu idealnie dobranych obrączek, przy świadkach wsuniętych na palec serdeczny prawej ręki… no ok, chwilowo mąż jest, gdyż moje popuchnięte paluchy nie przyjmują tego szlachetnego metalu…

 

obraczki

 

Dokładnie dzisiaj mija 5 lat od kiedy w piękny słoneczny dzień, odpicowani jak nigdy, w genialnych nastrojach, z motylami w brzuchu… udowodniliśmy wszystkim jak bardzo się kochamy i jak bardzo jesteśmy gotowi założyć własną rodzinę…

 

myy

 

Składając przysięgę nie miałam najmniejszej wątpliwości, że dokonałam odpowiedniego wyboru… że to ten właściwy, ten jedyny…

ten, który poradzi sobie ze mną w każdej sytuacji, który utemperuję, który sprowadzi na ziemię, gdy będę fruwać w obłokach, który podbuduje, który przytuli, który uszanuje moje wybory i zawsze będzie we mnie wierzył, który będzie najlepszym ojcem na świecie, który będzie najwierniejszym przyjacielem, który odda ostatnią kostkę czekolady, mimo, że jęzor mu ucieka do d…, który mimo braku chęci ruszy by zrobić mi herbatę, ten przy którym mogę czuć się bezpieczna zawsze i wszędzie, przy którym starość będzie drugą młodością… nie mogłam trafić lepiej… dzięki ci za to…

 

my

 

5 lat… to dużo, ale nadal za mało…

a jaki bilans?… bilans zysków i strat…

Nie wiem, czy jest sens podsumowywać nasze małżeństwo w ten sposób…

Bo zwyczajnie nie odnotowałam żadnych strat.. za to zyskałam tak wiele, że zastanawiam się, czym sobie na to zasłużyłam… mam męża, który nie jest idealny, ale jest moim ideałem… mam syna, który jest moją dumą, moją siłą, moim największym szczęściem… wkrótce zyskam kolejnego faceta do kochania… czego mogę chcieć więcej… mam ich, mam wszystko…

Bilans dodatni! 

Kocham ślubnego chyba jeszcze bardziej, niż w dniu składania przysięgi… mimo, że gość potrafi niejednokrotnie wyprowadzić mnie porządnie z równowagi…

Ale takie są uroki bycia w związku… nie zawsze trzeba spijać sobie z dzióbków…. byłoby za słodko, za nudno… bywają gorsze dni… może nie, że kryzysy, ale takie zwyczajne ciche dni, czy godziny raczej… kiedy to odnosimy się do siebie bardziej oficjalnie, jesteśmy wobec siebie bardziej ironiczni niż zwykle, ale z reguły tak jak spontanicznie się to zaczęło, tak spontanicznie, aczkolwiek w przyjemniejszych okolicznościach się kończy…

 

my1

 

Mimo wszystko te wspólnie spędzone lata dowodzą tego, że potrafimy stworzyć jedną całość… że idealnie się uzupełniamy, że tworzymy zgrany team, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji…

Mimo szczerych chęci nie będzie hucznego świętowania tego dnia…

tą naszą 5 – „drewnianą” rocznicę z powodów od nas niezależnych spędzimy zgodnie z jej nazwą… padając na twarz, żeby nie powiedzieć na ryj ze zmęczenia jak kłody drewna, ale spokojnie kochanie… odbijemy sobie!!!

Tymczasem życzę sobie i Tobie bejbe, kolejnych lat w miłości i szczęśliwości… a reszta przyjdzie sama!

W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę…

To już dziś… HO HO HO…

Może i bez śniegu, ale mamy Święta… te najpiękniejsze, wyjątkowe, pachnące…

 

wigilia

 

Jak tylko zabłyśnie pierwsza gwiazda podzielimy się opłatkiem z najbliższymi i rozpoczniemy kulinarną ucztę… ślinka mi cieknie na samą myśl… żadna rybka, sos grzybowy, czy barszczyk nie smakują tak jak dzisiaj…

 

świeć

 

U Nas jak to się mówi Święta All Inclusive… idziemy na gotowe i to razy dwa…

Cóż chcieć więcej… cała rodzina w komplecie, pyszne jedzonko, morze słodkości… a i prezent się jakiś dostanie, ewentualnie klapsa ;)

 

prezenty

 

W związku z tym kochani chciałabym życzyć i sobie i Wam przede wszystkim zdrowiaszczęściakochanych i kochających ludzi dookoła… a całą resztę możecie sobie kupić, albo cierpliwie czekać, aż samo przyjdzie…

 

choinka
ciasteczka
mandaryna
pierniczkipierniki
świerk
relax

 

Mam też dla Was perełkę… gdybyście kiedykolwiek mieli dylemat jak efektownie zapakować prezent… to polecam pomysł mojego męża… myślę, że z powodzeniem mógłby się znaleźć w top ten na demotywatorach… praktyczny i ekonomiczny sposób… wystarczy reklamówka od sąsiada i kawałek taśmy izolacyjnej… efekt? … powalający… to jest właśnie Magia Świąt :)

 

odmęża

33…

Nadeszła wiekopomna chwila, matce 33  wiosna (a właściwie jesień) wybiła… ale to kompletnie niczego nie zmienia… nadal piękna i młoda zamierzam bawić się w blogowanie i karmić Was porządną dawką różności.

Nie jestem mega aktywną blogerką, nie mam ambicji dobić statystykami do Kasi Tusk, piszę sobie ot tak, dla zabawy… a jeśli raz na jakiś czas, ktoś skorzysta z moich przepisów, czy specyficznych porad lub zwyczajnie z nudów przeczyta od dechy do dechy mojego posta i po lekturze uśmiechnie się do ekranu… to jest mi niezwykle miło.

Mi samej zdarza się korzystając z odrobiny wolnego czasu czytać wpisy innych blogerów. Lubię podpatrywać zmiany wnętrzarskie jakich dokonali, lizać monitor obserwując zdjęcia ich  kulinarnych wyczynów, lubię poczytać z odrobiną zazdrości o wojażach jakie przeżyli… pośmiać się, a nawet popłakać poznając ich życie.

Na kilku blogach widziałam „zabawę” w wyzwania. I nie były to wyzwania w stylu Ice Bucket Challenge.

Blogerzy nominowali innych blogerów do wypisania 3, czy 7 rzeczy, których o nich nikt nie wie.

Pomyślałam sobie… to nie głupie… skoro nie można kogoś poznać osobiście, można się o tej osobie dowiedzieć czegoś więcej i czytać jego wpisy z większym zrozumieniem.

Jako, że nie mam „blogowych koleżanek”, które nominowałyby mnie do takiego wyzwania. Postanowiłam sama od siebie podzielić się z wami takimi informacjami  z mojego życia, o których prawdopodobnie nie mieliście zielonego pojęcia.

Być może uda Wam się bardziej zrozumieć moją skomplikowaną jednostkę. A żeby było weselej, z okazji moich urodzin będą to aż 33 newsy …. aaaaa oszalałam… lecimy:

1. Boję się pająków…

… no zwyczajnie ich nie znoszę… powinny skończyć pod moim butem, ale boję się nawet zbliżyć do nich na taką odległość… brrr

2. Nie lubię się spóźniać…

… uważam, że to w złym guście, jeśli mi się to zdarzy (a raczej nie zdarza) to z przyczyn ode mnie nie zależnych. Dla jasności nie lubię też spóźnialskich!

3. Nie potrafię robić makijażu…

… używam jedynie maskary i różu… „wyszpachlować” się nie potrafię, wszelkie próby wykonania make-upu upodobniały mnie do Marlina Mansona

4. Nie lubię rozmawiać przez telefon…

… wole relację face to face… a cisza po drugiej stronie słuchawki doprowadza mnie do szału!

5. Nie lubię połączenia mięso-owoce…

… nigdy was nie uraczę schabem ze śliwką, morelą, czy kotletem z ananasem… to duet dla mnie nie do strawienia

6. Nie znoszę noszenia rajstop…

… czasami kobieta musi wcisnąć na siebie to ustrojstwo… ani to ładne, ani wygodne i ta „błona” między nogami… wrrr

7. Nie lubię spontanicznych wypadów…

… jako, że jestem stosunkowo poukładanym osobnikiem – jestem zwolenniczką robienia list itp., żaden spontan u mnie nie przejdzie… muszę się psychicznie przygotować na każde wydarzenie

8. Nie lubię się opalać…

… leżenie plackiem w pełnym słońcu nie jest dla mnie żadną atrakcją, ani formą relaksu… wolę aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu

9. Ciężko przyswajam wskazówki…

… słaby ze mnie uczeń… nowości muszę liznąć sama ucząc się na własnych błędach

10. Nienawidzę chrapania…

… uuuuu nienawidzę! Naprawdę budzą się we mnie mordercze instynkty… nieważne, czy chrapie człowiek, czy pies!

11. Mam problem z mnożeniem przez 8…

… a przez 9 liczę na palcach :)

12. Jestem fanką horrorów…

… a właściwie thillerów… takich z wątkiem psychologicznym… biegająca z nożem laleczka już nie podnosi adrenaliny

13. Jestem hipochondryczką…

… przeraża mnie myśl o jakiejkolwiek chorobie, dlatego robię przegląd techniczny co pół roku

14. Wolę dawać, niż brać…

… to raczej prawidłowy odruch… ale wokół nadal jest więcej osobników zachłannych.. niestety

15. Mam 4 tatuaże…

… i nie zamierzam na tym skończyć

16. Uwielbiam zakupy…

z mężem… dla jasności on też to lubi! no związek idealny!

17. Ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi…

… jestem oazą spokoju, pierdolonym kwiatem lotosu na tafli jeziora… medal dla tego, kto sprawi, że będzie mną rzucać jak po opętaniu przez szatana… ale może lepiej nie próbować!

18. Jestem szczera… czasem do bólu…

… albo się mnie kocha, albo nienawidzi… zazwyczaj mam dużo do powiedzenia, z reguły mam rację, powiem to co myślę, czy Ci się to podoba, czy nie… i nigdy nie żałuję!

19. Nie mam drugiego imienia…

… ale mam trzecie, to z bierzmowania Anna (chyba)

20. Mam prawo jazdy, ale nie jestem kierowcą…

… jakieś 10 lat temu miałam egzamin i wtedy właśnie ostatni raz siedziałam za kierownicą… a ponieważ na szofera mnie jeszcze nie stać środki komunikacji miejskiej nie są mi obce

21. Jestem dobrym pilotem…

… ze mną zawsze trafisz do celu mimo, że (jak ponoć większość kobiet) mam objawy skrzyżowanej lateralizacji i w prawo to w lewo i odwrotnie

22. Codziennie mówię pacierz…

… mam za co dziękować i robię to każdego dnia

23. Rodziłam przez cesarskie cięcie…

… i wbrew temu co mówią „mądrzejsi” nie czuję się gorsza, a mój kontakt z dzieckiem jest doskonały

24. Śpię na lewym boku…

… chociaż zasnę w każdej pozycji, embrionalna-lewoboczna jest moją ulubioną

25. Grałam kiedyś w Medal of Honor w sieci…

… miałam zdecydowanie za dużo wolnego czasu

26. Nie lubię toalet bez zamknięć…

… nie uśmiecha mi się świecić piczą po zamaszystym otwarciu drzwi toaletowych przez mniej wychowanych

27. U dentysty muszę mieć znieczulenie…

… to trauma z dzieciństwa… albo znieczulenie, albo dostajesz kopa Panie Doktorze… to był odruch bezwarunkowy na skutek bólu jaki mi jeden taki sadysta zafundował za młodu

28. Moimi idolami byli niegrzeczni chłopcy z Bloodhound Gang…

… nie miałam plakatów Dylana z BH 90210, czy Backstreet Boys, jak psychofanka zbierałam o swoich idolach wszystko co wpadło mi w ręce

29. Jestem lojalnym i sumiennym pracownikiem…

… a, że aktualnie szukam pracy czekam na ciekawe propozycje!

30. Lubię porządek…

… nie od zawsze… „kto z kim przystaje takim się staje” od męża nabyłam ten „dar” porządkowania… właściwie nie nabyłam, a całkowicie wchłonęłam, nieświadomie pozbywając go tej umiejętności

31. Jestem spostrzegawcza…

… koduję to co dla innych pozornie jest nieważne… to sprawia, że szybko poznaję się na ludziach i nigdy się nie mylę w ocenie…

32. Lubię czerninę…

… tak, lubię zupę z kaczej krwi, tzw. czarną polewkę… ma ona niewielu zwolenników… mimo, że sama nigdy nie robiłam… robi ją moja mama, tak jak wcześniej babcia… POLECAM!

33. Jestem super…

… mamą i żoną… ktoś śmie wątpić?! :)

Coś was zdziwiło?

Taka jestem… i co gorsza nie zamierzam się zmieniać, jedyne co możecie zrobić to lajkować lub komentować moją zajebistość… to łechce moje ego :)

 

torcik33

 

PS. 

Na profilu FB kilka fotek z moich halloweenowych urodzin

Przy okazji: Dziękuję wszystkim za życzenia!!!

Up, up and away…

Mój superbohater właśnie skończył 3 latka… czizys jak to szybko minęło… ani się obejrzę, a będę robiła dla niego wieczór kawalerski (tak, tak …. będę brała czynny udział w życiu mojego synka, a już na pewno podczas organizowania jego imprez)

 

rubenos

 

Oczywiście z tej okazji odbyła się wielka feta :)

No może przesadziłam… wielce rodzinna… jak duże przyjęcie można zrobić  mieszkaniu dla ok. 12 osób w środku lata?… W takich sytuacjach żałuję, że nie mamy domu z ogrodem. Marzę o wyprawieniu mega imprezy w ogrodzie dla mojego pierworodnego, oj wtedy dopiero wykazałabym się  kreatywnością.

Ale niestety mimo obierania różnych taktyk, obliczania rachunku prawdopodobieństwa, korzystaniu z systemu delta w totka trafić się nie udaję, a marzenia o domu z ogrodem są wciąż nieosiągalne. Także nie pozostaje nic innego jak odpalenie wentylatora i przygotowanie imprezy w domu.

 

Jak to w przypadku imprez dla syna mego jedynego bywa, imprezka była tematyczna.

Superbohaterowie zawładnęli naszym M4…. Spiderman, Superman, Batman, Hulk, Kapitan Ameryka, Wonder Woman, IronMan, Thor rozgościli się po kątach tworząc urodzinowe dekoracje. I to wszystko w komiksowej oprawie… wszystko dla mojego SUPER SYNKA.

 

ur.8

pow

 

   Komiksowy – mega kolorowy świat to zdecydowanie moja bajka. Do tej pory to moja ulubiona tematyka. Idealna nie tylko dla dziecka. Dorośli też świetnie się w niej odnajdują…  ja się odnalazłam … nie wiem, czy nie miałam większego fanu, niż Rubenos.

 

kabooooom

 

   Dzisiejszy post będzie obfitował w fotki. Gotowi?… Zobaczcie co stworzyłam. Może fotorelacja nie jest moją mocną stroną, ale starałam się. Doceńcie to :)

   Na takiej imprezie nie może zabraknąć słodyczy… żelki, cukiereczki, ciasteczka – było wszystko. Głównie pożarte przeze mnie.

 

jelly

ur.3

ur.4

ur.6

ur.7

 

Oczywiście co to za urodziny bez ciasta… Torcik zamówiłam biały w kropki + obręcz, resztę dekoracji dodałam od siebie…

 

10569009_10202251112829534_3880477539606533131_n

 

Dodatkowo zakupiłam babeczki kruche – słodkie… uzupełniłam masą z serka mascarpone z wanilią, udekorowałam świeżymi owocami i listkami melisy…

cake

Na rynku jest dostępnych mnóstwo gadżetów imprezowych dla dzieci, ale nigdy o takiej tematyce jakiej potrzebujemy. Dlatego większość dodatków musiałam zrobić sama…

Zrobiłam tyle na ile pozwolił mi czas… wydrukowałam, powycinałam, poprzyklejałam i generalnie byłam całkiem zadowolona… zrobiłam maski, pompony, pikery, chmurki, pow-y, bam-y, boom-y i inne takie i znowu nie wszystkie załapały się na foto.

A bohater imprezy… mój superbohater, nie mógł się zdecydować w którym kostiumie ma się zaprezentować, za kogo się przebrać. Fakt dzieciak ma wiele mocy… największą niewątpliwie jest wyprowadzanie matki z równowagi…ale to cudowne dziecko o wielkim serduchu… 

spider

hulk

Kostiumy solenizanta zakupione w H&M

Niestety konkretów jakie znalazły się na stole nie zdążyłam uwiecznić… nie opanowałam jeszcze sztuki bycia gospodynią, kucharką, kelnerką i fotografką w jednym.

No i raczej nie wypada, żeby goście czekali, aż mamita sięgnie po aparat i pstryknie kilka fotek dla potomności… tu znowu pojawia się chęć posiadania domu… gdzie w swojej wielkiej kuchni (takiej z wyspą i ze spiżarnią), zanim podam danie mogę je spokojnie upamiętnić nie narażając się na słowa krytyki wygłodniałej części familii.

Zachęcam ponownie do organizowania imprez tematycznych. To niezły ubaw nie tylko dla dzieciaków.

Jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji takiej imprezy… daj znać, jestem mistrzynią w wyszukiwaniu inspiracji :)

yummy